Monday, August 26, 2019
FESTIWAL ENSEMBLE
Festiwal Ensemble ma już w nazwie lekkość relacji, które łączą jego uczestników i współtwórców. Nie ma tu słowa międzynarodowy, choć międzynarodowy jest, mamy za to imię patronki, księżnej Daisy. Ona byłaby takim wydarzeniem na swoim Zamku Książ zachwycona. Ensemble, czyli zespół to klucz do formuły, chcącej prezentować, promować muzykę kameralną i uczyć tej muzyki młodych artystów, sprawiać nią przyjemność widzom. Towarzyszą temu także spektakle teatralne, również będące rezultatem kilkudniowej pracy warsztatowej pod okiem tak znakomitych aktorów i pedagogów jak Wojciech Malajkat czy Izabela Kuna (w tym roku). Muzycy ćwiczą i potem występują wraz z wybitnymi wirtuozami z Europy i świata. I nie chodzi tu o tradycyjne lekcje mistrzowskie, raczej sytuacje partnerskie, korzystne dla obu stron. Trzeba zobaczyć, z jakim entuzjazmem oklaskują młodzież (i muzyczną, i aktorską) świetny skrzypek Jakub Jakowicz i inne znakomitości prowadzące swe kilkuosobowe grupy. No i publiczność: tłumna, a ciągle kameralna, pełna ciekawości, co też usłyszy tym razem, jaki nieznany wcześniej i nieograny kwartet lub kwintet. Tak jak Książ jest perłą w kulturalno-turystycznej ofercie Wałbrzycha i Dolnego Śląska, tak klejnotem wśród tutejszych festiwali jest Ensemble, za którym stoi zespół organizatorów z kompozytorem i skrzypkiem Marcinem Markowiczem jako programowym mózgiem całości.
Tegoroczne trzy dni spędzone przeze mnie na Ensemble'u to dni obfitujące we wrażenia. Zapamiętam szczególnie ekspresyjne wykonania utworów Suka (pełen wigoru jego kwartet nr 1 to dla mnie nowość) czy Brahmsa (z wyczuciem zagrana fortepianowo-smyczkowa pieśń o zawiedzionej miłości - Kwartet c-moll). Mimo zanadto wyrafinowanego, przyciężkiego początku nie zawiodłem się na jazzowym koncercie składu pod wodzą jak zawsze niesamowitego Marcina Maseckiego (ten koncert odbył się w Starej Kopalni). A w Starej Kuchni książańskiego zamku czworo młodych aktorów doskonale oddało emocje męsko-damskich związków, posługując się współcześnie podanym tekstem Gabrieli Zapolskiej i zapewne wiele wnoszącymi do ich warsztatu uwagami profesora Malajkata, który stylowo rzecz z nimi przygotował. A na koniec usłyszeliśmy m.in. bogaty, późny Beethovenowski Kwartet tzw. Harfowy i - kolejne odkrycie - młodzieńczy kwartet skomponowany przez - uwaga - Mahlera (i uzupełniony przez Schnittkego). Właśnie ta energia młodości (ze wszystkimi jej cechami) oraz czuły nadzór doświadczonych a rozwijających się wciąż pedagogów okazuje się idealnym wręcz pomysłem na festiwal łączący gusta, pokolenia, muzykę, słowo. Siedemnastka za rok. Ku radości wałbrzyskich melo- i teatromanów, pożytkowi przyszłych artystycznych sław, ku marce zamku, miasta i regionu, dzięki takim wydarzeniom jak Festiwal Ensemble znanych w świecie nie tylko z kwiatów i tajemnic.
GCH
...
XVI Festiwal Ensemble im. Księżnej Daisy, dyr. Katarzyna Markowicz, dyr. art. Marcin Markowicz, producent Tomasz Kwieciński, Wałbrzych-Książ, 2019
Saturday, August 3, 2019
MAGNOLIA (Wrocławski Teatr Współczesny)
Istnieje rodzaj cierpienia, który - gdy ból już przejdzie - traktujemy z szacunkiem. Bo coś nam to cierpienie powiedziało nowego, innego o nas lub/i życiu w ogóle. Takie doświadczenie w teatrze wcale nie jest rzadkie. I właśnie takie doświadczenie proponuje teatralna 'Magnolia'. To spektakl grzeszny, bo zdecydowanie zbyt długi, niewychodzący poza konteksty filmu Paula Thomasa Andersona, oferujący powtórkę z tematów i postaci, spektakl nieco nawet megalomański w rozbuchanej formie, a jednak wartościowy, bardzo cenny dla Wrocławskiego Teatru Współczesnego w tym momencie. Ktoś gdzieś nawet w 3/4 żartem, w ćwierci serio rzucił, że najlepszy od czasów 'Oczyszczonych' Warlikowskiego. No, tak daleko oczywiście nie idźmy, ale spokojnie mogłaby taka 'Magnolia' pojawić się na afiszu Polskiego za czasów dyrekcji Mieszkowskiego. Świetnie więc, że dyrektor Fiedor umówił się ze swoim byłym studentem na tę realizację. Bo taki festiwal aktorskich wiktorii wynagradza cierpienie i przełamuje w końcu szybko dolegający widzowi nawyk spoglądania na fluorescencyjnie majaczące na nadgarstku wskazówki zegarka. Ten efektowny wizualnie spektakl wygrywa nie dzięki twórczej adaptacji czy inscenizacyjnemu rozmachowi, lecz - tak, nie bójmy się frazy - filmowemu aktorstwu. Gdybyż tylko dało się to wszystko trochę bardziej filmowo zmontować. Przyciąć, jednym słowem.
GCH
[0-6] 4
...
MAGNOLIA, reż. K. Skonieczny, Wrocławski Teatr Współczesny, spektakl na Dużej Scenie, 29.05.2019
Thursday, July 25, 2019
Zbigniew Szymczyk nie będzie dyrektorem. Urząd chce menedżera w Pantomimie. Dlaczego?
„- Teatr Pantomimy potrzebuje na stanowisku dyrektora nie tyle artysty co sprawnego menedżera” - mówi Agnieszka Dziedzic, szefowa Wydziału Kultury Urzędu Marszałkowskiego, zapytana przez dziennikarza Radia Wrocław, skąd pomysł, by nie przedłużać kadencji dotychczasowemu dyrektorowi Zbigniewowi Szymczykowi (zamykając mu taką wypowiedzią możliwość udziału w przyszłym konkursie). I dodała, że teatr „wymaga pewnego nowego ducha”. Ręce opadają. Ja bym powiedział, że to Urząd Marszałkowski i jego komórki zajmujące się kulturą potrzebują natychmiastowego dotlenienia. Bo po raz kolejny psują zamiast pomagać. Duchu, przybądź! Dodajmy, że propozycja marszałka była taka: urząd szuka dyrektora naczelnego, Szymczyk zostaje w teatrze jako artystyczny. Nie została przyjęta. I trudno się temu dziwić. Po pierwsze: nie wiadomo, kim będzie nowy, czy da się z nim współpracować i jak długo, po drugie: po co w tak małej i ubogiej instytucji kolejny duży wydatek? Lepiej przecież za te 150 tysięcy złotych (tyle najpewniej ów dyrektor-menedżer musiałby zarobić rocznie) przygotować dodatkową premierę lub dołożyć do planowej, by miała szansę być lepsza i aktorsko liczniejsza. Zbigniew Szymczyk to najlepszy dyrektor, jaki się Wrocławskiemu Teatrowi Pantomimy mógł zdarzyć w ostatnich latach. Sam artysta, mim przyjęty do zespołu przez Henryka Tomaszewskiego i sensownie a bez ekscesów finansowych kierujący niełatwą, bo biedną instytucją. Są sukcesy, wyjazdy, pomysły, widzowie, dobry klimat wokół tego teatru. I rozwój. Na co liczy urząd? Że przyjdzie menedżer i cudownie przyciągnie sponsorów? Rzeczywiście o to chodzi? A może jednak o swojego rodzaju zadośćuczynienie za to, że – także dzięki Szymczykowi – urzędnikom nie udało się zlikwidować Wrocławskiego Teatru Pantomimy? Mówią, że teraz szukają menedżera. Powiedzcie wprost: chcemy likwidatora. Bardzo się dziwię, że artyści i pracownicy teatru nie wydali jeszcze żadnego oświadczenia i nie bronią swojego kolegi i dyrektora. Podoba się Państwu ten urzędniczy plan? Naprawdę?
GCH
GCH
Thursday, May 9, 2019
TERAZ KAŻDY Z WAS JEST RZECZPOSPOLITĄ (Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu, Wrocławski Teatr Współczesny)
Recenzja, którą znajdą Państwo niżej, została napisana po wrocławskiej premierze. Słowa poniższe w grudniu 2019, kiedy spektakl zobaczyłem po raz drugi w czasie 1 Festiwalu Muzyki w Teatrze Rezonans, w Wałbrzychu. I moje wrażenie było zgoła odmienne. Taki jest teatr i nasze wrażenia. Zdarza nam się nie docenić w pełni tego, co obejrzeliśmy jednokrotnie, zdarza się i konkretny spektakl, w którym brakuje tak zwanej chemii. Cokolwiek by to było w przypadku 'Teraz każdy z was jest Rzeczpospolitą', proszę wziąć pod uwagę, że:
Mój odbiór wałbrzyski znacznie się różnił od wrocławskiego. Winić mogę i siebie, i artystów, lecz samemu przedstawieniu należy oddać to, na co zasługuje. Widać dziś jedność wśród wykonawców, drużynę, jakiej nie zauważyłem wcześniej. Koprodukcja Wrocławskiego Teatru Współczesnego z Teatrem Dramatycznym w Wałbrzychu z pewnością bardziej się przydała wrocławskiej stronie, inna sprawa, czy zechcą z niej skorzystać na dłużej. We Współczesnym bywa drętwo i grzecznie, zbyt grzecznie, czego szalonej scenie wałbrzyskiej zarzucić nie sposób. I to jest szalony, bezkompromisowy, poetycki, niełatwy w odbiorze spektakl, ale też wynagradzający widzowi ten trud. Pytałem za pierwszym razem, o czym to opowieść. Teraz mam odpowiedź: owszem, tak, o chaosie czasów rewolucji i przełomu, o diable w człowieku, o ofiarach tego diabła i czasu, lecz chyba bardziej i na dziś rzecz to o odpowiedzialności. Inicjalny obraz spektaklu ma numer zerowy, owo zero jednak okazuje się raczej literą. O jak odpowiedzialność, ofiara, ostrzeżenie. Tytuł sugeruje coś jeszcze: możesz to zmienić, możesz wyleczyć polską (i niepolską) chorobę, przełamać nasz wewnętrzny rozbiór. Zobacz, jak się sprawy mają zawsze, zwykle, bądź lepszy, inny. Żyjesz w innej epoce. Sam sobie pomaluj białą flagę, którą targa Wiktor - szef tej trupy dziwolągów - na kolor, kolory z twojej bajki. Bo teraz to ty jesteś... Idealnie byłoby, gdyby znalazł się na widowni ktoś, kto wtargnąłby - słownie lub nawet fizycznie - na scenę i - kulturalnie, pięknie - powiedział: przestań, przestańcie robić to drugiemu/drugiej.
Do tego stopnia mi się zatem pokleiły elementy spektaklowej układanki, że zdecydowaliśmy w Radiu Wrocław Kultura DAB+ Teatr (audycji emitowanej w każdy wtorek między 16 a 19 i powtarzanej w środę między 9 a 12), by przyznać właśnie temu tytułowi miano DOLNOŚLĄSKIEGO SPEKTAKLU ROKU 2019. Co bijąc się w piersi, z radością ogłaszam. Podkreślając przy tym, że jeden z realizatorów Sebastian Majewski zdobywa ów laur po raz kolejny (z rzędu). Rok temu spektaklem roku była 'Postać dnia'. Wielkie gratulacje i życzenia utrzymania formy w następnych sezonach i latach!
LAUDACJA: TERAZ KAŻDY Z WAS JEST RZECZPOSPOLITĄ to poruszający obraz stanu społeczeństwa, cywilizacji, ludzkości w czasach przełomu. Jest 1793 rok, po targanym wojną kraju wędruje trupa teatralno-cyrkowa, swoisty gabinet osobliwości, lustro, w którym nietrudno zobaczyć i współczesne relacje społeczne. W poetyckim, ale i okrutnym spektaklu - inspirowanym filmem Andrzeja Żuławskiego 'Diabeł' - twórcy nie oszczędzają widza, prezentując sceny emocjonalne, ale i skłaniające do refleksji nad naturą człowieka. Tekst napisali Andreas Pilgrim i Sebastian Majewski, reżyserował Maciej Podstawny. Występują aktorzy dwóch dolnośląskich scen: wałbrzyskiego Teatru im. Szaniawskiego i Wrocławskiego Teatru Współczesnego. Niewątpliwym atutem spektaklu jest muzyka grana na żywo przez duet Kondensator Przepływu. W finale naszego wyboru były także: 'Wyzwolenia' (Teatr Modrzejewskiej w Legnicy), 'Motyl' (Wrocławski Teatr Lalek), 'Chłopi' (Akademia Sztuk Teatralnych we Wrocławiu - znów Sebastian Majewski...).
Na poziomie filologicznym można oglądać ten spektakl z niemałym zaciekawieniem, zwłaszcza jeśli jesteśmy po świeżym seansie filmu, który tekst Majewskiego i przedstawienie Podstawnego zainspirował. I wtedy trzeba pamiętać o kontekście, intencjach Żuławskiego, o próbie komentarza do wydarzeń i Polski po 1968 roku. Ale i jeżeli tego politycznego klucza uaktualniającego nie znamy, film 'Diabel' i tak zadziała jako uniwersalna przypowieść o społeczeństwie, świecie w czasie chaosu. Gdy kończy się jedna rzeczywistość, zaczyna nie wiadomo co, gdy wartości dotychczasowe (a raczej umowa co do ich przestrzegania i wyniesienia) stają się niewystarczające, podejrzane, skompromitowane. Jak święte polskie 'Bóg, Honor, Ojczyzna', jak patriotyzm. Przypomnijmy, że fabularnie 'Diabeł' rozgrywa się w 1793 roku, po drugim rozbiorze. Była przed dwiema chwilami Konstytucja 3 Maja, przed chwilą jednak Targowica.
Zatem filologicznie i analitycznie konfrontowanie filmu ze sceniczną przeróbką to interesujące doświadczenie. Co od Żuławskiego wzięli twórcy spektaklu do treści i estetyki własnej propozycji, które postaci grają. Jak diegeza dzieła ekranowego przekłada się i nie przekłada na teatr. Tę jednak kwestię zostawmy dziś w spokoju, na zajęcia uniwersyteckie jest jak znalazł, na esej do czasopisma akademickiego jak ulał. Nas zajmują emocje teatralne i temperatura publicystyczna, na co to przedstawienie ma ambicje. Moje odczucia z samego oglądania łatwo podsumować: no dobrze, widzę, że robota teatralna wykonana solidnie i dużej klasy, ale o co chodzi? O czym opowiada? O kim? Nie o przeszłości przecież, kostiumowe (a i nie tylko kostiumowe) sygnały są znaczące. Oczywiście, najtrudniej przyznać, że apokalipsa i chaos dzieją się tu i teraz, lecz nawet biorąc pod uwagę takie założenie, metaforyka spektaklu bardziej przeszkadza niż pomaga w wysnuwaniu wniosków aktualnych.
W marnej jakości trupie cyrkowej przemierzającej kraj targany konfliktami i walką spotykamy dziwolągi: kobietę z wielką stopą, hermafrodytę-Żyda, braci syjamskich, epileptyka. Jest też właściciel tego gabinetu osobliwości, jest podstarzała diwa oraz ksiądz i zakonnica. Układa się ta opowieść w poapokaliptyczną baśń o tym, kto i do jakiego stopnia może być ofiarą, kto niechybnie zostanie wykorzystany przez pozostałych. Bo - właśnie - jest kobietą czy Żydem. Hierarchia musi być, a instrumentem władzy jednych nad innymi staje się przemoc, czyli gwałt. Gwałtu nie uniknie i wisielec w mundurze wojskowym, bohater narodowy, po śmierci użyty jako dostawca ubioru i perwersyjnego seksualnego upustu. I byłby w tym wszystkim może ładunek etyczny, gdyby wyraźniej udało się artystom określić stanowisko. Że krytyczne - czujemy, ale wobec czego. Natury ludzkiej? To już wiemy z niezliczonych utworów przeczytanych i obejrzanych. Mechanizmów politycznych? Ten wątek miałby zapewne szansę na rezonans, gdyby jaśniej go przedstawić. U Żuławskiego w finale mamy pewność kim jest diabeł, kto manipuluje główną postacią (Jakubem Czyścicielem), u Majewskiego-Podstawnego niekoniecznie. Może nie ma tu diabła, zło znajduje się w człowieku? Ujawniając się w czasach zarazy.
Brakuje w spektaklu również konkretnego wskazania na czas, co osłabia siłę oddziaływania. Tak, metafora powinna tę moc zwiększać, ale gdy nie dość jest czytelna, efekt bywa odwrotny. I tak się stało w tym przypadku. Flaga, którą niesie dyrektor cyrku, jest flagą białą, flagą poddania się, punktem wyjścia. Jakie będą na niej kolory (jeśli będą) - zależy od nas. Takie zdaje się przesłanie sztuki, w której nie ma jeszcze triumfu normalności (jest życzenie). Podobne refleksje rodzą się po obejrzeniu spektaklu, w jego trakcie wygrywa zagubienie. Przemetaforyzowanie lub zatrzymanie się w pół drogi to droga do letniości odbioru. Nawet premierowa publiczność była oszczędna w owacyjnych entuzjazmach. Mimo znakomitego zespołowego aktorstwa, klimatycznego grania muzyki na żywo, trafnych rozwiązań scenograficznych i choreograficznych. Dlaczego tak często zadawaliśmy sobie po wyjściu z teatru pytanie: o czym to?
GCH
...
Pilgrim/Majewski TERAZ KAŻDY Z WAS JEST RZECZPOSPOLITĄ, reż. M.Podstawny, Duża Scena WTW, 3 maja 2019, rząd II, miejsce 13

Mój odbiór wałbrzyski znacznie się różnił od wrocławskiego. Winić mogę i siebie, i artystów, lecz samemu przedstawieniu należy oddać to, na co zasługuje. Widać dziś jedność wśród wykonawców, drużynę, jakiej nie zauważyłem wcześniej. Koprodukcja Wrocławskiego Teatru Współczesnego z Teatrem Dramatycznym w Wałbrzychu z pewnością bardziej się przydała wrocławskiej stronie, inna sprawa, czy zechcą z niej skorzystać na dłużej. We Współczesnym bywa drętwo i grzecznie, zbyt grzecznie, czego szalonej scenie wałbrzyskiej zarzucić nie sposób. I to jest szalony, bezkompromisowy, poetycki, niełatwy w odbiorze spektakl, ale też wynagradzający widzowi ten trud. Pytałem za pierwszym razem, o czym to opowieść. Teraz mam odpowiedź: owszem, tak, o chaosie czasów rewolucji i przełomu, o diable w człowieku, o ofiarach tego diabła i czasu, lecz chyba bardziej i na dziś rzecz to o odpowiedzialności. Inicjalny obraz spektaklu ma numer zerowy, owo zero jednak okazuje się raczej literą. O jak odpowiedzialność, ofiara, ostrzeżenie. Tytuł sugeruje coś jeszcze: możesz to zmienić, możesz wyleczyć polską (i niepolską) chorobę, przełamać nasz wewnętrzny rozbiór. Zobacz, jak się sprawy mają zawsze, zwykle, bądź lepszy, inny. Żyjesz w innej epoce. Sam sobie pomaluj białą flagę, którą targa Wiktor - szef tej trupy dziwolągów - na kolor, kolory z twojej bajki. Bo teraz to ty jesteś... Idealnie byłoby, gdyby znalazł się na widowni ktoś, kto wtargnąłby - słownie lub nawet fizycznie - na scenę i - kulturalnie, pięknie - powiedział: przestań, przestańcie robić to drugiemu/drugiej.
Do tego stopnia mi się zatem pokleiły elementy spektaklowej układanki, że zdecydowaliśmy w Radiu Wrocław Kultura DAB+ Teatr (audycji emitowanej w każdy wtorek między 16 a 19 i powtarzanej w środę między 9 a 12), by przyznać właśnie temu tytułowi miano DOLNOŚLĄSKIEGO SPEKTAKLU ROKU 2019. Co bijąc się w piersi, z radością ogłaszam. Podkreślając przy tym, że jeden z realizatorów Sebastian Majewski zdobywa ów laur po raz kolejny (z rzędu). Rok temu spektaklem roku była 'Postać dnia'. Wielkie gratulacje i życzenia utrzymania formy w następnych sezonach i latach!
LAUDACJA: TERAZ KAŻDY Z WAS JEST RZECZPOSPOLITĄ to poruszający obraz stanu społeczeństwa, cywilizacji, ludzkości w czasach przełomu. Jest 1793 rok, po targanym wojną kraju wędruje trupa teatralno-cyrkowa, swoisty gabinet osobliwości, lustro, w którym nietrudno zobaczyć i współczesne relacje społeczne. W poetyckim, ale i okrutnym spektaklu - inspirowanym filmem Andrzeja Żuławskiego 'Diabeł' - twórcy nie oszczędzają widza, prezentując sceny emocjonalne, ale i skłaniające do refleksji nad naturą człowieka. Tekst napisali Andreas Pilgrim i Sebastian Majewski, reżyserował Maciej Podstawny. Występują aktorzy dwóch dolnośląskich scen: wałbrzyskiego Teatru im. Szaniawskiego i Wrocławskiego Teatru Współczesnego. Niewątpliwym atutem spektaklu jest muzyka grana na żywo przez duet Kondensator Przepływu. W finale naszego wyboru były także: 'Wyzwolenia' (Teatr Modrzejewskiej w Legnicy), 'Motyl' (Wrocławski Teatr Lalek), 'Chłopi' (Akademia Sztuk Teatralnych we Wrocławiu - znów Sebastian Majewski...).
Na poziomie filologicznym można oglądać ten spektakl z niemałym zaciekawieniem, zwłaszcza jeśli jesteśmy po świeżym seansie filmu, który tekst Majewskiego i przedstawienie Podstawnego zainspirował. I wtedy trzeba pamiętać o kontekście, intencjach Żuławskiego, o próbie komentarza do wydarzeń i Polski po 1968 roku. Ale i jeżeli tego politycznego klucza uaktualniającego nie znamy, film 'Diabel' i tak zadziała jako uniwersalna przypowieść o społeczeństwie, świecie w czasie chaosu. Gdy kończy się jedna rzeczywistość, zaczyna nie wiadomo co, gdy wartości dotychczasowe (a raczej umowa co do ich przestrzegania i wyniesienia) stają się niewystarczające, podejrzane, skompromitowane. Jak święte polskie 'Bóg, Honor, Ojczyzna', jak patriotyzm. Przypomnijmy, że fabularnie 'Diabeł' rozgrywa się w 1793 roku, po drugim rozbiorze. Była przed dwiema chwilami Konstytucja 3 Maja, przed chwilą jednak Targowica.
Zatem filologicznie i analitycznie konfrontowanie filmu ze sceniczną przeróbką to interesujące doświadczenie. Co od Żuławskiego wzięli twórcy spektaklu do treści i estetyki własnej propozycji, które postaci grają. Jak diegeza dzieła ekranowego przekłada się i nie przekłada na teatr. Tę jednak kwestię zostawmy dziś w spokoju, na zajęcia uniwersyteckie jest jak znalazł, na esej do czasopisma akademickiego jak ulał. Nas zajmują emocje teatralne i temperatura publicystyczna, na co to przedstawienie ma ambicje. Moje odczucia z samego oglądania łatwo podsumować: no dobrze, widzę, że robota teatralna wykonana solidnie i dużej klasy, ale o co chodzi? O czym opowiada? O kim? Nie o przeszłości przecież, kostiumowe (a i nie tylko kostiumowe) sygnały są znaczące. Oczywiście, najtrudniej przyznać, że apokalipsa i chaos dzieją się tu i teraz, lecz nawet biorąc pod uwagę takie założenie, metaforyka spektaklu bardziej przeszkadza niż pomaga w wysnuwaniu wniosków aktualnych.
W marnej jakości trupie cyrkowej przemierzającej kraj targany konfliktami i walką spotykamy dziwolągi: kobietę z wielką stopą, hermafrodytę-Żyda, braci syjamskich, epileptyka. Jest też właściciel tego gabinetu osobliwości, jest podstarzała diwa oraz ksiądz i zakonnica. Układa się ta opowieść w poapokaliptyczną baśń o tym, kto i do jakiego stopnia może być ofiarą, kto niechybnie zostanie wykorzystany przez pozostałych. Bo - właśnie - jest kobietą czy Żydem. Hierarchia musi być, a instrumentem władzy jednych nad innymi staje się przemoc, czyli gwałt. Gwałtu nie uniknie i wisielec w mundurze wojskowym, bohater narodowy, po śmierci użyty jako dostawca ubioru i perwersyjnego seksualnego upustu. I byłby w tym wszystkim może ładunek etyczny, gdyby wyraźniej udało się artystom określić stanowisko. Że krytyczne - czujemy, ale wobec czego. Natury ludzkiej? To już wiemy z niezliczonych utworów przeczytanych i obejrzanych. Mechanizmów politycznych? Ten wątek miałby zapewne szansę na rezonans, gdyby jaśniej go przedstawić. U Żuławskiego w finale mamy pewność kim jest diabeł, kto manipuluje główną postacią (Jakubem Czyścicielem), u Majewskiego-Podstawnego niekoniecznie. Może nie ma tu diabła, zło znajduje się w człowieku? Ujawniając się w czasach zarazy.
Brakuje w spektaklu również konkretnego wskazania na czas, co osłabia siłę oddziaływania. Tak, metafora powinna tę moc zwiększać, ale gdy nie dość jest czytelna, efekt bywa odwrotny. I tak się stało w tym przypadku. Flaga, którą niesie dyrektor cyrku, jest flagą białą, flagą poddania się, punktem wyjścia. Jakie będą na niej kolory (jeśli będą) - zależy od nas. Takie zdaje się przesłanie sztuki, w której nie ma jeszcze triumfu normalności (jest życzenie). Podobne refleksje rodzą się po obejrzeniu spektaklu, w jego trakcie wygrywa zagubienie. Przemetaforyzowanie lub zatrzymanie się w pół drogi to droga do letniości odbioru. Nawet premierowa publiczność była oszczędna w owacyjnych entuzjazmach. Mimo znakomitego zespołowego aktorstwa, klimatycznego grania muzyki na żywo, trafnych rozwiązań scenograficznych i choreograficznych. Dlaczego tak często zadawaliśmy sobie po wyjściu z teatru pytanie: o czym to?
GCH
...
Pilgrim/Majewski TERAZ KAŻDY Z WAS JEST RZECZPOSPOLITĄ, reż. M.Podstawny, Duża Scena WTW, 3 maja 2019, rząd II, miejsce 13

Tuesday, May 7, 2019
POSKROMIENIE (Teatr Polski w Podziemiu)
To jest wydarzenie. Pierwsza duża produkcja Teatru Polskiego w Podziemiu. Nie performans, nie coś kameralnego na podtrzymanie, zrekompensowanie i twórcom, i widzom braku po tamtym Teatrze Polskim, lecz coś z budżetem (chyba), nowe otwarcie w imponującej i pięknej przestrzeni Centrum Sztuk Performatywnych Piekarnia. No i pewien ciąg dalszy. Bo Monika Pęcikiewicz wyreżyserowała w tamtym Teatrze Polskim dwie gorąco dyskutowane szekspirowskie sztuki (‘Hamleta’ i ‘Sen nocy letniej’), teraz dołożyła ‘Poskromienie’. Deklaracja jednak wyraźna: to tylko inspiracja Szekspirem, a tak naprawdę tekst użyty w spektaklu to rzecz sklejona z improwizacji aktorskich.
Chyba więc dlatego dramaturgicznie ‘Poskromienie’ jest pustawe, dlatego – mimo świetnego aktorstwa – momentami nuży. Nieczęsto udają się takie tekstowe zabiegi w pełni, tutaj mam wątpliwości. Zwłaszcza niebotycznie dłużącą się sceną wychowywania Katarzyny (‘no, załóż te rajstopy’) trudno się zainteresować. Zakładanie albo nie rajstop na życzenie nadopiekuńczej mamy może stać się dla jakiejś jednostki traumą, OK, od tego są psychologowie. Rozumiem, że w sztuce czasem chodzi o metaforę, najprostszą lub najbanalniejszą, by ugrać coś głębszego, ale rajstopy? No chyba że chodziło o to, by przypomnieć wrocławianom coś, czego przypominać nie trzeba: Ewa Skibińska i z legendarnej książki telefonicznej potrafiłaby uczynić dramat.
Bardzo obiecująco prezentuje się na swojego rodzaju przedstypie postać Marty Zięby, jednej z sióstr spotykającego się przy ojcowskim łożu śmierci rodzeństwa. Dlaczego tak szybko znika i traci znaczenie? Z początku brat – Michał Opaliński – zdaje się być głównym bohaterem, lecz nie. Tu liczy się epizodyczność, etiudowość. Szkoda Adama Szczyszczaja, który do grania ma niewiele. Teksty ‘Poskromienia’ nie dają rady jako teksty, natomiast – paradoksalnie – są popisem umiejętności aktorskich. Niezwykłą przyjemność sprawia słuchanie całej grupy. Anna Ilczuk w opiekuńczych zapasach z Andrzejem Wilkiem – doskonali. Wojciech Ziemiański przepyszny. Katowicki koprodukcyjny zaciąg (Kaśka Dudek, Mateusz Znaniecki) bardzo dobrzy. Zapada w pamięć – oczywiście – i niezrównana Halina Rasiakówna w krótkiej rozmowie telefonicznej. I pomyśleć, że jeszcze trzy lata temu mieliśmy ich we Wrocławiu na co dzień.
‘Poskromienie’ powinno się raczej nazywać ‘Lir’, skoro o śmierci, umieraniu i stosunku do umierania chce opowiadać. Wśród inspiracji bardziej się nasuwa film Szumowskiej (’33 sceny z życia’) niż komedia-tragedia Szekspira. Przy tych wszystkich ale, trzeba z radością przyznać, że estetycznie ‘Poskromienie’ może wyłącznie zachwycać. Z pietyzmem i rozmachem została zaplanowana scenografia Katarzyny Borkowskiej, budują klimat światła Mirka Kaczmarka i niezwykle pomysłowe wideo-cienie autorstwa Emiki. A muzycznie najnowszy spektakl Teatru Polskiego w Podziemiu to dzieło absolutne. Od długiego czasu nie słyszałem (nie jedynie we Wrocławiu) tak wspaniałej muzyki teatralnej, jak ta skomponowana przez Cezarego Duchnowskiego, ze śpiewem – uwaga – Ewy Skibińskiej. W finałowej wizyjno-medytacyjnej scenie tkwi kawał piękna teatru.
GCH
...
POSKROMIENIE, reż. M.Pęcikiewicz, Teatr Polski w Podziemiu, Piekarnia, 5.05.2019, rząd IV, miejsce 19
Thursday, May 2, 2019
Tuesday, April 16, 2019
44 OPOLSKIE KONFRONTACJE TEATRALNE / KLASYKA ŻYWA
Podczas perfekcyjnie zorganizowanej przez Teatr im. Kochanowskiego 44. edycji Opolskich Konfrontacji Teatralnych ‘Klasyka żywa’ pojawiały się nierzadkie pytania: czy nie było lepszych spektakli w ubiegłym sezonie w polskich teatrach niż większość tych wybranych do finału?, dlaczego nie przeszedł ‘Wielki Fryderyk’ Klaty i kilka innych tytułów?, skąd w tak prestiżowym gronie rzeszowska ‘Zemsta’, supraski ‘Wykład’ czy wrocławski ‘Garbus’, po co odgrzewany w Poznaniu, a wcześniej zrealizowany w niemal identyczny sposób w Krakowie i Lublinie ‘Pan Tadeusz’ Grabowskiego? Zasadne to pytania i pewnie festiwal rzeczywiście mógłby być lepszy, gdyby decydująca o wyborze komisja artystyczna konkursu ‘Klasyka żywa’, zaproponowała inny zestaw. I warto na przyszłość mocno przemyśleć kryteria doboru, na nierówny poziom przedstawień zwraca uwagę wielu krytyków od paru lat, nawet jurorzy 42. OKT wyrazili swój niepokój. Przypomnijmy to zdanie z werdyktu 2017: Jury wyraża zaniepokojenie sposobem interpretowania tekstów klasycznych, jaki obecnie dominuje w wielu teatrach, a zarazem ma nadzieję, że Komisja Artystyczna następnej edycji Konkursu na Inscenizację Dawnych Dzieł Literatury Polskiej „Klasyka Żywa” będzie miała bogatsze możliwości wyboru wartościowych realizacji scenicznych.
Cóż, zaniepokojenia komentować nie będę, nie podzielam go, niech artyści interpretują wedle swoich wizji, nie jurorskich. Z pewnością co najmniej kilkadziesiąt klasycznych tekstów inscenizowanych w naszych teatrach rocznie daje pole do popisu dla wybierających. Mimo budzącego wątpliwości zestawu finałowej siódemki edycji 2019, jedno się udało: pokazać różnorodność i form, i podejść do tzw. klasyki. Piszę ‘tak zwanej’, bo jak tu w jednym rzędzie ustawić Słowackiego, Fredrę, Mickiewicza z Mrożkiem i Pankowskim? Gdzie przebiega klasyczności granica? Regulamin pierwszej edycji konkursu mówił o cezurze 1969 roku (roku śmierci Gombrowicza), w regułach ostatniej, czwartej edycji, podany jest rok 1983…
Jakie są spektakle biorące udział w finale tegorocznym?
Chronologicznie, wg kolejności festiwalowych pokazów:
GARBUS (Wrocławski Teatr Współczesny) – nie przejęło mnie to przedstawienie podczas wrocławskiej premiery, nie zmieniło się nic po obejrzeniu opolskiej prezentacji. Marek Fiedor twierdzi z uporem, że zrobił spektakl polityczny, o rozminięciu się ze społeczeństwem poprzedniej elity rządzącej Polską, o upadku tej elity, a ja ciągle nie widzę tego na scenie. Nie docierają do mnie żadne sygnały pozwalające na zinterpretowanie ‘Garbusa’ w taki sposób, jak chciałby reżyser. Bardziej przekonuje mnie to, co powiedział Maciej Tomaszewski, odtwórca tytułowej roli, na spotkaniu w Opolu. Że mamy do czynienia z rodzajem terapii pogubionych bohaterów, że każdy z nich odkrywa w jej trakcie kłamstwo, w jakim żyje. Na ten wymiar Mrożkowej opowieści przystaję. Problem? W samej opowieści trudno dostrzec coś fascynującego. Bez wyrazistego akcentu aktualizującego tekst zostaje z niego ledwie dobrze zagrana psychodrama w pomysłowej dziejąca się scenografii.
ŚMIERĆ BIAŁEJ POŃCZOCHY (Teatr Wybrzeże z Gdańska) – bez wątpienia dla mnie najlepszy spektakl festiwalu. Sztuka Mariana Pankowskiego jest oczywiście zapomniana, co zresztą doskonale współgra z zapomnieniem losu dziewczyny, jaką była Jadwiga zanim zmuszono ją do założenia na głowę polskiej korony i ślubu z Jagiełłą. Historia wielkiej dynastii, europejskiego mocarstwa zaczęła się od krzywdy jednostki – nie chcemy o tym pamiętać. Między innymi takie jest zadanie artystów: przypominanie o niewygodnym. Benedict Anderson (amerykański historyk i politolog) słusznie pisze, że nie tylko wspólnota pamięci, lecz także zapominania stanowi narodowotwórczy element. Przy czym Jadwiga u Pankowskiego – uprzedmiotowiona, przehandlowana – buntując się, przyjmuje swój los. Gdy ma możliwość ucieczki, mówi: ‘nie mogę’. Wspaniale wciela się w tę postać Magdalena Gorzelańczyk, absolwentka wrocławskiej AST sprzed dwóch lat (pamiętny ‘Szantaż’), prezentująca w ‘Pończosze’ niesamowity wachlarz aktorskich możliwości i środków. Całe przedstawienie (na bazie nieco zwidowanego tekstu) budzi emocje ekspresją, estetyką i tematem.
FERDYDURKE (Teatr Powszechny w Radomiu) – ekipie aktorskiej należą się gromkie brawa za momentami brawurowe granie, a reżyserce i adaptatorce Alinie Moś-Kerger za czytelną i konsekwentną pracę z bardzo dobrze znanym tekstem, umożliwiającą zrozumienie przesłania Gombrowiczowskiego arcydzieła i przyjemność oglądania. Nie ma tu zbędnych gestów, pustych scen, jest pędząca a skromna scenograficznie machina, której silnik ani na chwilę nie traci energii. Dojmująca konstatacja końcówki może zainspirować do refleksji nad upupiającą mocą społecznych schematów.
WYKŁAD (Teatr Wierszalin z Supraśla) – dziwne to doświadczenie obcować z Mickiewiczem-bigotem. Ale i pouczające. ‘Księgi narodu i pielgrzymstwa…’, na bazie których Piotr Tomaszuk zrobił to przedstawienie, powstały po Powstaniu Listopadowym i Mickiewicz miał prawo się wściec. Napisał coś, co dziś brzmi czasem wręcz wstydliwie dla autora „Pana Tadeusza’ czy ‘Dziadów’. Bo kontekst – nie ma siły – ma znaczenie. Jeśli Tomaszuk chciał zasugerować, że i dziś Polska nie jest niepodległa (bo należy do Unii Europejskiej?), to też rzecz jasna jego prawo, ale gdzie tu sens? Obiecująco się zaczynający ‘Wykład’ skręca więc w nieciekawe, nacjonalistyczne nawet rejony, a – jak wiadomo – o krok stąd do niebezpieczeństwa. Miałem nadzieję, że pojawi się jakiś nawias, dystans, jakiś okruch ironii, ale nie. Wszystko było serio, czyli nieznośnie, choć poznawczo do zaakceptowania.
PAN TADEUSZ, CZYLI OSTATNI ZAJAZD NA LITWIE (Teatr Nowy w Poznaniu) – no dobrze, znakomicie zagrana i rozegrana (zwłaszcza w drugiej części) wersja naszego poematu nr 1, prowadząca do myśli, że nie byłoby być może tak podchodzącego do klasyki Zadary (jak w ‘Dziadach – całości’) bez teatru Mikołaja Grabowskiego. Krytycznego dla polskich wad, ale i czułego w kłuciu ich świadomością współczesnego odbiorcę. Może się, musi się taki teatr podobać, jest atrakcyjny (bywa przaśny), lecz w finale ‘Klasyki żywej’ wolałbym wyłącznie premiery, nie klony wcześniejszych realizacji.
ZEMSTA (Teatr Maska w Rzeszowie) – chyba najbardziej krytykowany spektakl tej edycji OKT. A ja – mimo przypuszczeń graniczących z pewnością, że sporo lepszych propozycji było wśród ewentualnych kandydatów do finału – widzę w tej ‘Zemście’ kilka plusów. Co prawda przez kilkadziesiąt minut oglądałem ją w zasępieniu, bo przy tak zabieganej i zakrzyczanej farsowo komedii Fredry nie mam radości oglądania i słuchania, jaką ‘Zemsta’ oferuje, gdy ją błyskotliwie wykonać. Ale po tych cierpieniach przyszła nagroda. Zaśpiewana scena pisania listu i w tym ujęciu nieodparcie śmieszy, a jest oryginalna, podobnie jak nowością może się zdać postać Klary, gdy stawia się ojcu jak dzisiejsza dziewczyna, walcząca o swoje. No i Dyndalski, którego gra tu nie aktor-senior, lecz aktor młody. To wszystko plus brzozowe akcenty scenograficzne i konkluzyjna bijatyka przekonują mnie w sumie do propozycji Pawła Aignera, który zaordynował publiczności ‘Zemstę’ a la prosta rozrywka (może po to, by dotrzeć do widzów kabaretowych nocy Polsatu czy Dwójki), podszytą pewnym współczesnym mrokiem. Śmiejemy się z Fredry (przerysowane aktorstwo, zwłaszcza w roli Papkina), ale nie taki niewinny ten tekst przecież. Zgoda? Bóg rękę poda? Chyba tylko na zdjęciu.
BENIOWSKI. BALLADA BEZ BOHATERA (Teatr Nowy w Poznaniu) – przedstawienie robiące na mnie wrażenie przede wszystkim swą estetyką. Scenograficznie i muzycznie. No i oczywiście wykonawczo. Pięć młodych aktorek poznańskiego teatru wręcz mistrzowsko podaje niełatwy wiersz Słowackiego, skupiając uwagę przez… 30 minut. Potem tylko chwilami ożywiała się moja percepcja. Nie wiem, czy tak pomyślany spektakl to dobry klucz do tego akurat poematu. Zrezygnowano bowiem niemal całkowicie z najważniejszych u wieszcza dygresji, aby – jak sądzę – ugrać kontrast między męską a kobiecą wersją historii. Mężczyźni tu tylko przygrywają koleżankom, opowiadającym o przygodach Beniowskiego, Sawy, księdza Marka, Borejszy. Gorzka to opowieść, okrutna, nie owa książkowa, romantyczna, bohaterska. I to też ważny aspekt przedstawienia, ten antyromantyczny, demitologizujący cel, tyle że już przecież w samą ideę bohatera romantycznego wpisana jest skaza. I bardziej romantyzm w swojej złożoności działa niż odbrązawiająca tu antyromantyczność sfrustrowanego acz genialnego Juliusza. Wartościowa to propozycja, ciekawa, lecz – dla mnie – nieprzekonująca. Jurorzy przyznali ‘Beniowskiemu’ Grand Prix.
Oto pełna lista nagrodzonych:
- dwie równorzędne nagrody aktorskie w wysokości 10 000 zł: dla Anny Mierzwy za rolę Telimeny w spektaklu Pan Tadeusz czyli Ostatni Zajazd na Litwie oraz dla Magdaleny Gorzelańczyk za rolę Jadwigi w spektaklu Śmierć białej pończochy,
- nagroda w wysokości 10 000 zł dla Magdaleny Gajewskiej za scenografię, kostiumy i światło do spektaklu Śmierć białej pończochy,
- nagroda w wysokości 10 000 zł dla Karola Nepelskiego za muzykę do spektaklu Beniowski. Ballada bez bohatera,
- nagroda w wysokości 5000 zł dla Michała Pabiana i 5000 zł dla Małgorzaty Warsickiej za adaptację spektaklu Beniowski. Ballada bez bohatera,
- nagroda w wysokości 10 000 zł dla Aliny Moś–Kerger za reżyserię spektaklu Ferdydurke,
- nagroda główna im. Wojciecha Bogusławskiego w wysokości 60 000 zł dla spektaklu Beniowski. Ballada bez bohatera,
- nagroda publiczności dla spektaklu Wykład,
- nagroda dziennikarzy dla spektaklu Śmierć białej pończochy oraz dla Magdaleny Gorzelańczyk za główną rolę w tym spektaklu.
GRZEGORZ CHOJNOWSKI, członek Jury Dziennikarskiego
…
44 Opolskie Konfrontacje Teatralne KLASYKA ŻYWA, Teatr Kochanowskiego w Opolu, 9-14 kwietnia 2019
Subscribe to:
Posts (Atom)







