Thursday, May 9, 2019

TERAZ KAŻDY Z WAS JEST RZECZPOSPOLITĄ (Teatr Dramatyczny w Wałbrzychu, Wrocławski Teatr Współczesny)


Na poziomie filologicznym można oglądać ten spektakl z niemałym zaciekawieniem, zwłaszcza jeśli jesteśmy po świeżym seansie filmu, który tekst Majewskiego i przedstawienie Podstawnego zainspirował. I wtedy trzeba pamiętać o kontekście, intencjach Żuławskiego, o próbie komentarza do wydarzeń i Polski po 1968 roku. Ale i jeżeli tego politycznego klucza uaktualniającego nie znamy, film 'Diabel' i tak zadziała jako uniwersalna przypowieść o społeczeństwie, świecie w czasie chaosu. Gdy kończy się jedna rzeczywistość, zaczyna nie wiadomo co, gdy wartości dotychczasowe (a raczej umowa co do ich przestrzegania i wyniesienia) stają się niewystarczające, podejrzane, skompromitowane. Jak święte polskie 'Bóg, Honor, Ojczyzna', jak patriotyzm. Przypomnijmy, że fabularnie 'Diabeł' rozgrywa się w 1793 roku, po drugim rozbiorze. Była przed dwiema chwilami Konstytucja 3 Maja, przed chwilą jednak Targowica.

Zatem filologicznie i analitycznie konfrontowanie filmu ze sceniczną przeróbką to interesujące doświadczenie. Co od Żuławskiego wzięli twórcy spektaklu do treści i estetyki własnej propozycji, które postaci grają. Jak diegeza dzieła ekranowego przekłada się i nie przekłada na teatr. Tę jednak kwestię zostawmy dziś w spokoju, na zajęcia uniwersyteckie jest jak znalazł, na esej do czasopisma akademickiego jak ulał. Nas zajmują emocje teatralne i temperatura publicystyczna, na co to przedstawienie ma ambicje. Moje odczucia z samego oglądania łatwo podsumować: no dobrze, widzę, że robota teatralna wykonana solidnie i dużej klasy, ale o co chodzi? O czym opowiada? O kim? Nie o przeszłości przecież, kostiumowe (a i nie tylko kostiumowe) sygnały są znaczące. Oczywiście, najtrudniej przyznać, że apokalipsa i chaos dzieją się tu i teraz, lecz nawet biorąc pod uwagę takie założenie, metaforyka spektaklu bardziej przeszkadza niż pomaga w wysnuwaniu wniosków aktualnych.

W marnej jakości trupie cyrkowej przemierzającej kraj targany konfliktami i walką spotykamy dziwolągi: kobietę z wielką stopą, hermafrodytę-Żyda, braci syjamskich, epileptyka. Jest też właściciel tego gabinetu osobliwości, jest podstarzała diwa oraz ksiądz i zakonnica. Układa się ta opowieść w poapokaliptyczną baśń o tym, kto i do jakiego stopnia może być ofiarą, kto niechybnie zostanie wykorzystany przez pozostałych. Bo - właśnie - jest kobietą czy Żydem. Hierarchia musi być, a instrumentem władzy jednych nad innymi staje się przemoc, czyli gwałt. Gwałtu nie uniknie i wisielec w mundurze wojskowym, bohater narodowy, po śmierci użyty jako dostawca ubioru i perwersyjnego seksualnego upustu. I byłby w tym wszystkim może ładunek etyczny, gdyby wyraźniej udało się artystom określić stanowisko. Że krytyczne - czujemy, ale wobec czego. Natury ludzkiej? To już wiemy z niezliczonych utworów przeczytanych i obejrzanych. Mechanizmów politycznych? Ten wątek miałby zapewne szansę na rezonans, gdyby jaśniej go przedstawić. U Żuławskiego w finale mamy pewność kim jest diabeł, kto manipuluje główną postacią (Jakubem Czyścicielem), u Majewskiego-Podstawnego niekoniecznie. Może nie ma tu diabła, zło znajduje się w człowieku? Ujawniając się w czasach zarazy.

Brakuje w spektaklu również konkretnego wskazania na czas, co osłabia siłę oddziaływania. Tak, metafora powinna tę moc zwiększać, ale gdy nie dość jest czytelna, efekt bywa odwrotny. I tak się stało w tym przypadku. Flaga, którą niesie dyrektor cyrku, jest flagą białą, flagą poddania się, punktem wyjścia. Jakie będą na niej kolory (jeśli będą) - zależy od nas. Takie zdaje się przesłanie sztuki, w której nie ma jeszcze triumfu normalności (jest życzenie). Podobne refleksje rodzą się po obejrzeniu spektaklu, w jego trakcie wygrywa zagubienie. Przemetaforyzowanie lub zatrzymanie się w pół drogi to droga do letniości odbioru. Nawet premierowa publiczność była oszczędna w owacyjnych entuzjazmach. Mimo znakomitego zespołowego aktorstwa, klimatycznego grania muzyki na żywo, trafnych rozwiązań scenograficznych i choreograficznych. Dlaczego tak często zadawaliśmy sobie po wyjściu z teatru pytanie: o czym to?
GCH
...
Pilgrim/Majewski TERAZ KAŻDY Z WAS JEST RZECZPOSPOLITĄ, reż. M.Podstawny, Duża Scena WTW, 3 maja 2019, rząd II, miejsce 13


Tuesday, May 7, 2019

POSKROMIENIE (Teatr Polski w Podziemiu)


To jest wydarzenie. Pierwsza duża produkcja Teatru Polskiego w Podziemiu. Nie performans, nie coś kameralnego na podtrzymanie, zrekompensowanie i twórcom, i widzom braku po tamtym Teatrze Polskim, lecz coś z budżetem (chyba), nowe otwarcie w imponującej i pięknej przestrzeni Centrum Sztuk Performatywnych Piekarnia. No i pewien ciąg dalszy. Bo Monika Pęcikiewicz wyreżyserowała w tamtym Teatrze Polskim dwie gorąco dyskutowane szekspirowskie sztuki (‘Hamleta’ i ‘Sen nocy letniej’), teraz dołożyła ‘Poskromienie’. Deklaracja jednak wyraźna: to tylko inspiracja Szekspirem, a tak naprawdę tekst użyty w spektaklu to rzecz sklejona z improwizacji aktorskich.

Chyba więc dlatego dramaturgicznie ‘Poskromienie’ jest pustawe, dlatego – mimo świetnego aktorstwa – momentami nuży. Nieczęsto udają się takie tekstowe zabiegi w pełni, tutaj mam wątpliwości. Zwłaszcza niebotycznie dłużącą się sceną wychowywania Katarzyny (‘no, załóż te rajstopy’) trudno się zainteresować. Zakładanie albo nie rajstop na życzenie nadopiekuńczej mamy może stać się dla jakiejś jednostki traumą, OK, od tego są psychologowie. Rozumiem, że w sztuce czasem chodzi o metaforę, najprostszą lub najbanalniejszą, by ugrać coś głębszego, ale rajstopy? No chyba że chodziło o to, by przypomnieć wrocławianom coś, czego przypominać nie trzeba: Ewa Skibińska i z legendarnej książki telefonicznej potrafiłaby uczynić dramat.

Bardzo obiecująco prezentuje się na swojego rodzaju przedstypie postać Marty Zięby, jednej z sióstr spotykającego się przy ojcowskim łożu śmierci rodzeństwa. Dlaczego tak szybko znika i traci znaczenie? Z początku brat – Michał Opaliński – zdaje się być głównym bohaterem, lecz nie. Tu liczy się epizodyczność, etiudowość. Szkoda Adama Szczyszczaja, który do grania ma niewiele. Teksty ‘Poskromienia’ nie dają rady jako teksty, natomiast – paradoksalnie – są popisem umiejętności aktorskich. Niezwykłą przyjemność sprawia słuchanie całej grupy. Anna Ilczuk w opiekuńczych zapasach z Andrzejem Wilkiem – doskonali. Wojciech Ziemiański przepyszny. Katowicki koprodukcyjny zaciąg (Kaśka Dudek, Mateusz Znaniecki) bardzo dobrzy. Zapada w pamięć – oczywiście – i niezrównana Halina Rasiakówna w krótkiej rozmowie telefonicznej. I pomyśleć, że jeszcze trzy lata temu mieliśmy ich we Wrocławiu na co dzień.

‘Poskromienie’ powinno się raczej nazywać ‘Lir’, skoro o śmierci, umieraniu i stosunku do umierania chce opowiadać. Wśród inspiracji bardziej się nasuwa film Szumowskiej (’33 sceny z życia’) niż komedia-tragedia Szekspira. Przy tych wszystkich ale, trzeba z radością przyznać, że estetycznie ‘Poskromienie’ może wyłącznie zachwycać. Z pietyzmem i rozmachem została zaplanowana scenografia Katarzyny Borkowskiej, budują klimat światła Mirka Kaczmarka i niezwykle pomysłowe wideo-cienie autorstwa Emiki. A muzycznie najnowszy spektakl Teatru Polskiego w Podziemiu to dzieło absolutne. Od długiego czasu nie słyszałem (nie jedynie we Wrocławiu) tak wspaniałej muzyki teatralnej, jak ta skomponowana przez Cezarego Duchnowskiego, ze śpiewem – uwaga – Ewy Skibińskiej. W finałowej wizyjno-medytacyjnej scenie tkwi kawał piękna teatru.
GCH
...
POSKROMIENIE, reż. M.Pęcikiewicz, Teatr Polski w Podziemiu, Piekarnia, 5.05.2019, rząd IV, miejsce 19

Thursday, May 2, 2019