Friday, February 10, 2017

BALLADYNA (Teatr Muzyczny Capitol)


To bardzo udane przedstawienie, najlepsze z wrocławskich spektakli Agnieszki Olsten, której twórczy świat zdążyliśmy tu trochę poznać. Od razu trzeba zwrócić uwagę na to, jak istotna w tej teatralnej układance jest plastyczno-audialna sfera (muzyka Kuby Suchara i scenografia plus kostiumy Olafa Brzeskiego, niepokojący otchłanny obraz Beaty Rojek), ale kluczowy dla sukcesu tego przedstawienia jest pomysł na główną postać, sam układ tekstu wieszcza (plus dodatki - uznanie dla reżyserki-scenarzystki, Tomasza Jękota, Sebastiana Majewskiego), no i Agnieszka Kwietniewska jako Balladyna.

Od startu jesteśmy w pałacu-nie pałacu, w siedzibie jakiegoś sztabu rządzącego. Stopniowo w ciągu spektaklu będą się stąd wykruszać, wychodzić kolejne osoby, liderzy, doradcy, by w końcu została ona - królowa. Ktoś tę piastowską koronę (ciężką, pogmatwaną, wręcz cierniową) musi przejąć. Niechętnie, z ociąganiem, ale jednak. Co ciekawe, strój, w jakim Agnieszka Wielka Kwietniewska kończy spektakl, świetnie się nadaje na bankiet i wieczór we Wrocławiu 2017. Wystarczy tylko spodnie zamienić na sukienkę.

Jest bowiem w tej krwawej przywódczyni coś mocno kobiecego, coś, co uwodzi, i równocześnie pozwala chyba wierzyć, że po rozprawieniu się z wrogiem, nie stanie się bezwzględnym tyranem. Ale może to ledwie nadzieja głupiego i zauroczonego. Nie mogłaby rewolucyjnego zadania podjąć Goplana - naga pod niebieską farbą Justyna Antoniak. Jej obecność inspiruje, Goplana jest nieagresywna, artystowska, czarodziejska (i skuteczna).

Mężczyźni w tym świecie zaledwie próbują coś znaczyć. Miotają się w dziwnych rolach, zawsze w jakiś sposób sterowani, jak Kirkor (Adrian Kąca w zdyscyplinowanym barytonowym wydaniu operowym) przez trenerkę od fit-wokalu. Grabiec jest niby maczo, a naprawdę nieporadnie romantyczny (udana rola Konrada Imieli).

W ogóle same tu udane role, postaci nieoczywiste, spotykające się ni to w retrospekcji Balladynowej biografii, ni to w komunie odgrywającej Słowackie fabuły. Przekonuje i wyraźną kreską kreślona Alina Ewy Szlempo, i Popiel/Chochlik Artura Caturiana, milczący Fon Kostryn Błażeja Wójcika. Urzekają piosenki, w których wiele się dzieje, intryguje na żywo szkicujący Olaf Brzeski (...Wawel - duch narodu?), towarzyszący wydarzeniom. Pięknie wygląda, brzmi i wiele znaczy ostatnia sekwencja: gdy Kwietniewska mówi tekstem 'Uspokojenia' Słowackiego, Brzeski rysuje jej portret, fantastycznie dialogujący za moment ze sceną chrztu.

Nie jest to 'Balladyna' baśniowa, nie jest również ostentacyjnie brutalna. Nie zadowoli miłośników teatru lekturowego, ale powinna być świetnym punktem wyjścia do rozmowy z mądrymi licealistami. Ten pozornie afabularny performans przypomina kierunki, w jakich szedł jeszcze niedawno sąsiedni Teatr Polski. Poszukiwanie nowego języka dla klasycznych tekstów i historii jest teatru siłą i solą. Tak robili kiedyś i Swinarski, i Hanuszkiewicz. Agnieszka Olsten też szuka. Jest całkiem blisko, by znaleźć.

Ocena (0-6): 5.

GRZEGORZ CHOJNOWSKI (Radio Wrocław Kultura)
...........................................
Juliusz Słowacki BALLADYNA, reż. A. Olsten, premiera w Teatrze Muzycznym Capitol we Wrocławiu, Scena Ciśnień, 10.02.2017, rząd VIII, miejsce 1

Thursday, February 2, 2017

POWTÓRKI Z ROZRYWKI - 'PREMIERY' w TEATRZE POLSKIM we WROCŁAWIU

Przypominam sobie Teatr Polski sprzed dwunastu lat. Jest 2005. Dyrektorem Bogdan Tosza. Na afiszu m.in. 'Arkadia', bardzo dobry spektakl w reżyserii znakomitego Krzysztofa Babickiego. Szkoda tylko, że ten sam reżyser wcześniej wystawił tę samą sztukę Toma Stopparda w Teatrze Wybrzeże w Gdańsku (1994). Pokazano ją również w Teatrze Telewizji. Dziwiliśmy się wtedy, że komuś przychodzi do głowy, by do wrocławskiego teatru jako 'premierę' zaprosić przedstawienie de facto niepremierowe. Choć oczywiście obsada była przednia - tutejsza. To jest jednak teatr nieprowincjonalny, nie przystoi korzystanie z produktów gotowych lub półgotowych - mówiliśmy. Rok później Bogdana Toszy już przy Zapolskiej nie było.

Kilkanaście lat później. Wrocław, Teatr Polski, tuż po roku Europejskiej Stolicy Kultury. Dyrektor Cezary Morawski zapowiada m.in. dwie premiery na koniec sezonu: 'Kordiana, czyli pantopticum strachów polskich' w reżyserii Adama Sroki oraz 'Pułkownika Ptaka' w reż. Tomasza Mędrzaka. Hm. Pierwszy spektakl Adam Sroka zrealizował w radomskim teatrze w 2004 roku. Wtedy też - tylko w Teatrze Ochoty - publiczność oklaskiwała... 'Pułkownika Ptaka' w reżyserii... Tomasza Mędrzaka. Chwalono rolę Witolda Pyrkosza, w obsadzie - uwaga - Cezary Morawski. Trzy lata temu Mędrzak wrócił do tego przedstawienia w Teatrze Robotniczym w Nowym Sączu. To nie jedyne sztuki wzięte skądinąd, jakie dyrektor Morawski zamierza pokazać nad Odrą w 2017 roku jako 'premiery'. Zobaczymy też bowiem 'Baśnie Pana Perraulta', wyjęte z repertuaru objazdowego wrocławskiego Teatru Artenes, oraz 'Bar pod Zdechłym Psem' - monodram Dariusza Bereski, który w spektaklu pod tym tytułem występował nieraz, np. w październiku w Polkowicach.

Nowa dyrekcja Teatru Polskiego strzela sobie (i przy okazji zasłużonej scenie) artystycznego samobója, decydując się na produkty premieropodobne, okazując brak szacunku dla wrocławskich artystów i widzów.

GRZEGORZ CHOJNOWSKI

PS
Dostałem kilka maili ws. powyższego tekstu o 'premierach' Teatru Polskiego we Wrocławiu. Za wszystkie bardzo dziękuję, za zgodą autorki (pozdrawiam Cię N.) zacytuję fragment jednego i dojaśnię:

Pamiętasz, jak Szurmiej wystawił w Rzeszowie 'Sztukmistrza'? Przyklasnąłeś temu. Powiedziałeś, że to dobry strzał. A było to długo po wrocławskiej premierze, już chyba we Wrocławiu 'Sztukmistrz' nawet zszedł z afisza. Teraz twierdzisz, że przenoszenie spektakli nie przystoi. A co powiesz o 'Wycince', którą Lupa najpierw zrobił w Grazu? Coś się zmieniło?

No tak. W tamtym czasie Teatrowi Siemaszkowej bardzo taki spektakl jak 'Sztukmistrz z Lublina' był może nawet konieczny. Dziś w Rzeszowie dzieje się teatralnie inaczej i quasi premiery nie są potrzebne. Reżyserują Rychcik, Iber, Kaczmarek, mają dobry festiwal. Ciągle zdarzają im się re-realizacje, no ale tam, cóż, mniej boli. Wrocław i Teatr Polski to - nie muszę tego wyjaśniać - inna bajka.

Co do Lupy. Mógłbym po prostu napisać: on wart jest wyjątkowego traktowania i kropka. Chciałbym jednak dodać, że trzeba rozróżnić twórczy amok i styl pracy Krystiana Lupy, rozwijającego i szlifującego 'Wycinkę' w warunkach polskiego teatru (to wrocławska wersja jeździ po świecie) od przenoszenia czy też przerabiania inscenizacji. Tak było z 'Arkadią'. To się szykuje w Polskim. Próby 'Kordiana' mają się rozpocząć pod koniec lutego, a premierę - tak zapowiadał wczoraj na konferencji dyrektor - zaplanowano już na koniec kwietnia. Sprinterskie tempo. I jeszcze jedno: proporcje. Stosunek premier do 'premier' w Teatrze Polskim w tej chwili wg planów Cezarego Morawskiego, to 3-4. To nie jest sposób na teatr europejskiej klasy. Moim zdaniem.







Sunday, January 29, 2017

WYCINKA do wycinki


DUBLER dla DYREKTORA

Niedługo minie rok od niezwykłej prezentacji DZIADÓW-CAŁOŚCI, kiedy - tak się przynajmniej wtedy wydawało - cały zespół potrafił w artystycznej jedności stworzyć dzieło, które w jeden dzień i noc, w czternaście godzin przeszło do historii polskiego teatru. Dziś nie ustaje konflikt w Teatrze Polskim we Wrocławiu. Podzielony jest zespół, urząd marszałkowski zwleka z decyzjami, stało się kilka rzeczy, co się nie odstaną. A dyrektor Cezary Morawski wprowadza nowe porządki.

Najnowsze posunięcie: zwrócenie się do Krystiana Lupy o wymianę aktorów w spektaklu 'Wycinka'. Chodzi o zwolnionych w grudniu Annę Ilczuk, Martę Ziębę, Michała Opalińskiego.

Dlaczego tylko ich? Dlaczego w obsadzie mają pozostać Ewa Skibińska, Piotr Skiba czy Marcin Pempuś, którzy z Polskiego odeszli do nowych teatrów? Jeśli już robić wymianę, to od razu taką, żeby za chwilę pisma do reżysera nie ponawiać.

W ogóle proponuję, by od najbliższej premiery w Teatrze Polskim każdy spektakl był przygotowywany na dwie obsady. Jak w amerykańskich teatrach, jak w impresaryjnych przedstawieniach objazdowych, jak w 'Klimakterium', jak w operze. Ach, szkoda, że Jerzy Grotowski nie wiedział, że tak warto. Mielibyśmy dwóch Książąt niezłomnych, dwóch aktorów mogłoby zasłużyć na legendę Ryszarda Cieślaka.

Korzyści oczywiste: 1/ konkurencja o występ w tzw. pierwszej obsadzie wyśrubowałaby poziom, 2/ jeśli ktoś zachoruje, nie trzeba odwoływać spektaklu, widzowie nie będą rozczarowani, kasa nie będzie musiała zwracać biletów, 3/ jeżeli trzeba będzie wyjechać na tournee i gościnne występy, nie ma problemu, by ten sam przebojowy tytuł grać na miejscu i generować kolejne zyski, 4/ a jeśli zaproszą w tym samym terminie na dwa festiwale, super, pojedziemy, 5/ nikt z zespołu nie będzie już nigdy narzekał, że nie gra, że reżyserzy nie biorą, 6/ publiczność będzie chodzić na jedną sztukę podwójnie, by zobaczyć obydwie obsady, 7/ nietrudno w ten kreatywny sposób pomnożyć liczbę premier w sezonie razy dwa.

Czy dyrektor Morawski wprowadzi rewolucyjny w teatrze niekomercyjnym sposób zarządzania spektaklem? Byłaby to menedżerska idea roku. Nominacja do Dolnośląskiego Gryfu w kieszeni.

Mam jeszcze jeden pomysł. Posuńmy się w tym o krok dalej, tego nie zrobił nikt na świecie, bądźmy awangardą. Niech inna ważna teatralna rola - dyrektor - także ma dublurę.

GRZEGORZ CHOJNOWSKI

Wednesday, December 21, 2016

Teatr Polski we Wrocławiu: Zamiast gwiazdki pasja

Aktorzy Starego Teatru w Krakowie po wrocławskim spektaklu 'Nie-boskiej komedii. Wszystko powiem Bogu!'

Nie mam wątpliwości, że zwolnieni pracownicy Teatru Polskiego we Wrocławiu, aktorzy, animatorzy, specjaliści, poradzą sobie w życiu zawodowym. Mam wątpliwości co do tego, czy poradzi sobie teatr pod wodzą tego dyrektora. Zwolnienie tuzina istotnych dla instytucji pracowników, w tym małżeństwo, tuż przed Bożym Narodzeniem, jest po ludzku nie do zaakceptowania.

Trudno mi też uwierzyć, że na nich się skończy. Nie wierzę, że skończą się nieme protesty, przestanie działać publiczność, za daleko to zaszło. Autonomiczne decyzje Cezarego Morawskiego nie pozwalają na nadzieję na dobry teatr przy Zapolskiej. W takich warunkach nie da się tworzyć, mimo profesjonalizmu artystów z Polskim związanych. Nieważne, czy stoją po stronie dyrektora, czy mu się sprzeciwiają.

Rozumiem, że Cezary Morawski ma dość, jego antagoniści nie przebierają w środkach, od początku odrzucają dialog z nim. Ale czy egzekucja niepokornej dwunastki to właściwy fundament kruchej teatralnej budowli, jakiejkolwiek budowli? Zarząd województwa dolnośląskiego zachowuje się jak Piłat, umywając ręce. Być może podrażniony istniejącą w sieci niepotrzebną petycją o odwołanie całego zarządu.

Wszyscy dziś powtarzają jak mantrę słowa o tym, że wszystkim zależy na teatrze. Wśród tej troski zostaje wykończony zdobywający światowej rangi trofea teatr, w którym zamiast gwiazdki zaczyna się pasja.

Tuesday, December 13, 2016

PIERCE BROSNAN: Zawsze marzyłem o filmie


Za nami jedno z wydarzeń roku we wrocławskiej kulturze i Europejskiej Stolicy Kultury, czyli gala Europejskich Nagród Filmowych. Warto było zobaczyć to na własne oczy, a zwłaszcza usłyszeć mowę Pierce'a Brosnana, który w Narodowym Forum Muzyki odebrał laur za szczególny wkład w światowe kino. Przytaczam obszerne fragmenty tego wystąpienia wieczoru nr 1, a zarówno całość, jak i wyjątki można zobaczyć na stronie: http://www.europeanfilmawards.eu/.

To niewiarygodne, że stoję tu tak traktowany z takim ciepłem i takim sercem. Bardzo dziękuję. Czuję się głęboko wzruszony, to więcej niż radość być z wami tutaj we Wrocławiu, w Polsce, w towarzystwie tak wspaniałych twórców filmu odbierać wyróżnienie będące uznaniem dla mojej pracy jako aktora i producenta. Nie mogło przyjść w lepszym okresie mojego życia. To nagroda najbardziej znacząca ze wszystkich, które dotąd otrzymałem.

Całe życie jestem aktorem. Zacząłem w teatrze ulicznym, występując w spektaklach dla dzieci, w przedstawieniach eksperymentalnych. Radzono mi, żebym pojechał pracować z Jerzym Grotowskim. Ale zawsze marzyłem o filmie. W wieku siedemnastu lat zdecydowałem się na ten zawód. Zacząłem się kształcić, miałem znakomitych nauczycieli, pracowałem w teatrze repertuarowym. Pamiętam też chwilę, kiedy dostałem telegram od Tennessee Williamsa w dniu premiery jego sztuki w Londynie. Napisał: Dziękuję Bogu za Ciebie, mój chłopcze. Ale zawsze marzyłem o filmie. Z duszą na ramieniu wyjechałem do Ameryki. W 1982 roku uśmiechnęło się do mnie szczęście, zaangażowali mnie do serialu 'Remington Steele', co otworzyło mi drzwi, w które włożyłem swoją stopę i zostałem. Marzyłem o robieniu filmów. Po serialu dali mi rolę Bonda, w końcu go zagrałem. Zawsze pracowałem jako aktor, szukałem i znajdowałem pracę, nigdy się nie poddałem. Praca rodzi pracę - to była i ciągle jest moja mantra.

Każde czasy są burzliwe, jednak dziś bardziej niż kiedykolwiek trzeba, żebyśmy wspólnie, jako artyści, filmowcy, postarali się odnaleźć sens w tym, co dzieje się w naszych krajach i narodach. Zostaliśmy obdarzeni tym darem, skorzystajmy z niego. Wszystkim młodym ludziom, nominowanym chcę powiedzieć: bądźcie silni, jakakolwiek jest polityka w waszych krajach, bądźcie wierni sobie, bądźcie odważni. Róbcie filmy z serca.


Pierce Brosnan, 10.12.2016, Wrocław, Poland

WYSPA (Teatr Pieśń Kozła)


Kozły mają patent na spektakle muzyczne. Nie potrzeba fabuły, żeby przez godzinę zainteresować, a nawet zachwycić i wzruszyć. Więc i tym razem dostajemy znany już choćby z RETURN TO THE VOICE i PIEŚNI LEARA format spektaklu-koncertu, z tą różnicą, że mocno istnieje w WYSPIE choreografia (Ivana Pereza).

Doskonale to brzmi i wygląda. Śpiew i taniec na poziomie najwyższym (obok międzynarodowej ekipy Pieśni Kozła jest trójka aktorów kojarzonych z Capitolem: Magdalena Kumorek, Magdalena Wojnarowska i Łukasz Wójcik). Choreograficznie najlepsze są duety, najpiękniejszy muzycznie moment to liryczna 'Pieśń Ariela' w unoszącym wykonaniu Wójcika. Nie brakuje akcentów mocniejszych. Trudno wyróżniać kogokolwiek, wychwalać czy to Juliannę Bloodgood, Anu Salonen, Kelvina Chana, czy - na przykład - niezwykłą Orlę McCarthy. Cała obsada zasługuje na stojące owacje, których oczywiście nie zabrakło.

Inspiracja Szekspirowską BURZĄ raczej trudno wychwytywalna. Przesłanie: jako ludzkość jeszcze oddychamy i póki tak jest, istnieje i nadzieja dla pogrążonego w samotności, przemocy, zawrotnym tempie i konsumpcjonizmie świata. Apel o to, by 'się ocknąć, zmienić nasze serca' wybrzmiewa w pamiętającym XIII wiek budynku niegdysiejszego klasztoru, lecz WYSPA wydaje się przede wszystkim lamentem. Znakomita i spójna muzyka (Jean-Claude Acquaviva, Maciej Rychły, pieśni gruzińskie). Teksty Alicji Bral chwilami zbliżają sie do niebezpecznej granicy: frazy typu 'korzenie człowieczeństwa odarte z czułości/moja świadomość inwigilowana przez reklamy' mogą zgrzytać. Na szczęście ze sceny słyszymy wersję angielską (tłumaczenia zamieszczono w programie spektaklu).

PIEŚNI LEARA pozostają najlepszym punktem repertuaru teatru, ale z WYSPĄ również Kozły mają szansę na co najmniej europejski sukces. Grzegorz Bral zapowiada, że w lutym zobaczymy finalną wersję spektaklu, choć niełatwo sobie wyobrazić, co w nim można zmienić.

Ocena (0-6): 5.

Grzegorz Chojnowski
...................
WYSPA, reż. Grzegorz Bral, Teatr Pieśń Kozła, 4.12.2016, rząd 1

Sunday, December 11, 2016

PIEKŁO-NIEBO (Wrocławski Teatr Lalek)


Ileż się w tej sztuce dzieje! I fabularnie, i inscenizacyjnie. Mama didżejka, która ginie w wypadku, idzie prosto do nieba, ale pogodzić się z losem nie chce, bo na ziemi zostawia przecież kilkuletniego syna. Postanawia więc się nie dać, żąda spotkania z Bogiem, rusza i do piekła, żeby tylko wrócić do żywych. Akcja pędzi, nie tylko na dzieciach duże wrażenie robią trójwymiarowe multimedia jak z filmów SF. Powstał we wrocławskich Lalkach spektakl imponujący, zrobiony z rozmachem i pomysłem. Nie ma pustej minuty, zagospodarowane są i zmysły, i umysły.

Nie chcemy prezentować wam kolejnej bajki o lisku i śwince ani żabce i sroce, zmierzymy się ze śmiercią kogoś bliskiego, potraktujemy was partnersko, dbając zarówno o wasz rozwój, jak i rozrywkę - zdają się mówić swoim nowym przedstawieniem Maria Wojtyszko (dramatopisarka) i Jakub Krofta (reżyser), duet artystycznie kierujący Wrocławskim Teatrem Lalek od kilku lat. I to się udaje. Po PACANIE - historii o tytułowym psie trafiającym do schroniska, po SAMIE - tu nastoletni bohater przeżywa rozwód rodziców, autorzy poruszają kolejny temat, o którym warto z dziećmi rozmawiać. W dodatku robią to tak atrakcyjnie, że nie tylko młodzi widzowie od startu dają się bez wyjątku wciągnąć w wir wydarzeń. Niespodzianka goni niespodziankę.

To, co mi czasami przeszkadza, to niepotrzebne niwelowanie poważnego nastroju niektórych scen żartem czy ironią. Warto sobie i widzom pozwolić na czystość tonów, a nawet łzę. Nie bać się ckliwości, bo kontrapunktów do niej mnóstwo. I jeszcze jedno: gdy mama z zaświatów telefonuje do syna, dzieje się cud (bo Bóg wszystko może), ale czy nie właściwiej (i ciekawiej) byłoby rozegrać tę scenę w formie snu? Zamiast dosłowności wprowadzić akcent tajemnicy. Łatwiej byłoby pewnie i dziecku coś wytłumaczyć.

Na szczególną pochwałę zasługuje Jakub Lech za oszałamiające projekcje, idealnie wkomponowane w scenografię Matyldy Kotlińskiej. A aktorzy? Czuć, że mają wielką przyjemność występu. I tutaj trzeba wymieniać długo i wszystkich bez wyjątku - tak zgranego zespołowego spektaklu ostatnio w Lalkach nie widziałem. Agata Kucińska jako niepokorna mama, Anna Makowska-Kowalczyk (Matka Boska), do której trochę taki kanapowy Bóg Tomasz Maśląkowski mówi 'Marysiu, Marysieńko', groteskowy Lucyfer Grzegorza Mazonia i takaż Diablica Jolanty Góralczyk, Radosław Kasiukiewicz (nie dość rozgarnięty Święty Piotr), połowiczny Dziadek - Krzysztof Grębski, mówiący głosem Lorda Vadera Belzebub Konrada Kujawskiego, fajtłapowaty marzyciel Osmółka - Marek Koziarczyk, anielski agent do zadań specjalnych Sandalfon - Sławomir Przepiórka, stylowa ciotka Renata Edyty Skarżyńskiej i w równie smacznych rolach: Edyta Krzemień, Patrycja Łacina-Miarka, Marta Kwiek, Grzegorz Borowski. Słowem: BRAWO (oczywiście na stojąco). Ocena (0-6): 5.

Grzegorz Chojnowski
...................
Maria Wojtyszko PIEKŁO-NIEBO, reż. Jakub Krofta, premiera we Wrocławskim Teatrze Lalek na Dużej Scenie, 4.12.2016, rząd 7, miejsce 1