Gala-nie-gala
Od razu Państwa uprzedzę, że prawdopodobnie jestem jedną z nielicznych osób, która uważa, że tzw. gala tegorocznego 46. Przeglądu Piosenki Aktorskiej, jest spektaklem słabym. ‘Nie-boska-gala’ udaje dzieło sztuki. Piszę wprost, jeśli się Wam podobało, wzruszyliście się lub uśmialiście, to dalej nie czytajcie. Łatwo znajdziecie w sieci afirmatywne teksty, może zobaczycie kiedyś zapis (organizatorzy PPA dbają o to, by gale nagrywać i wydawać na dvd) i zdecydujecie, kto ma rację. Chór apologetów czy głos solowy.
Już
na starcie tego 'spektaklu' aktorka (generalnie świetna i kochana)
jako Duch Święty/gołąb darzy nasze uszy niby prowokacyjnymi
słowami katarowo-fekalicznymi, skierowanymi w stronę loży diabłów
siedzących na balkonie i wyświetlanych na ekranie nad sceną
(trzeba zadzierać głowę). Cały
ten utwór ma wyrazić bardzo zapewne osobiste i jakże głębokie:
'Pan nie jest moim pasterzem'. OK. Można kpić z wiary i religii,
ilustrować swój punkt widzenia piekielnie schematycznym teledyskiem
prezentującym życiową niesprawiedliwość, wojny, nierówności
społeczne, zestawiającym np. białe szczęśliwe dzieci i
nieszczęśliwe dzieci niebiałe. Można wrzucić w ten kocioł
parodię stylu przemawiania Jana Pawła II (jeden z diabłów to
robi, mrucząc pod nosem). Można wszystko, tylko bardzo
to podstawowe, nieoryginalne,
prostackie wręcz środki teatralne. Niski kabaretowy poziom. Czy
kogoś jest w stanie rozbawić zgrany greps oparty na nieudolnym
tłumaczeniu tekstów angielskich piosenek z powtarzaną kilkakrotnie
frazą 'w pizdu'? Z zażenowaniem słyszałem rechot widza siedzącego
tuż za mną.
Gdyby istniał
zawód adwokata teatralnego, broniłbym tego 'dzieła', argumentując,
że autor/rzy chciał przekazać odbiorcom wielką prawdę: cała ta
wiara, religia, cały ten Bóg to fake i atrapa, i dlatego tak jest
skonstruowany ten spektakl: prymitywne pomysły scenariuszowe, grube
granie i wyglądanie, odtwórcze wykonania znanych piosenek
('Stairway to Heaven', 'Highway to Hell' – już sam dobór tych
tytułów to banał, a dodajmy do tego jeszcze choćby 'Losing My
Religion'). Zachwycają się niektórzy tym, jak pewien znany aktor
filmowo-serialowy rapuje, ale on nie rapuje, tylko ćwiczy swoją
dykcję. Żeby rapować, trzeba czuć ducha tej muzyki, nie zaledwie
skupiać się na giętkości ust. A, i jeszcze mamy dwa wejścia z
off-u aktora-profesora cytującego tekst Czesława Miłosza. Kolejna
prowokacja. Tak, celowo jedziemy taką grubą kreską, produkujemy
teatralną atrapę, abyście zrozumieli, czym jest ta bajka o Bogu i
raju, w który niedzielnie wierzycie. I gdyby rzeczywiście taki był
zamysł tego przedsięwzięcia, ogłosiłbym: 'Nie-boska-gala' to
rzecz wyrafinowana, wybitna.
No
a przede wszystkim to nie była gala. Ten gatunek przeglądowej
legendy odchodzi do historii. Należałoby jednak ostrzegać
publiczność przed zakupem biletów. Ostatnio mamy bowiem do
czynienia nie z koncertami galowymi, lecz propozycjami scenicznymi,
które mając rację bytu jako propozycje sceniczne, nie wypełniają
galowych oczekiwań. Mówię tu również o poprzedniej tzw. gali z
piosenkami Stanisława Radwana (spektaklu bardzo zresztą dobrym) czy
przedstawieniu pt. 'Człowiek z papieru. Antyopera na kredyt'.
Istnieje coś takiego, jak format, przez lata budowany przez
pokolenia artystów. Gala PPA to zwykle bywało coś wyjątkowego,
mniej lub bardziej udanego, owszem, ale z ambicjami i zawartością,
przynajmniej interesującymi wykonaniami. Tutaj mamy tanie chwyty,
imitacyjne covery i polewkę. Gdyby działała
komisja ekspercka weryfikująca zasadność wydawania dotacji, czyli
pieniędzy podatników, powinna zażądać od organizatorów zwrotu
owych – jak przypuszczam – co najmniej dwustu tysięcy, które
poszły na tę nie-galę. I nie, nie chodzi mi oczywiście o dyskusję
na temat wolności/niewolności artystycznej, lecz o JAKOŚĆ.
'Wiatry z mózgu' – gala 26. PPA – jakoś potrafiły o tę
jakość zadbać, mimo swej
komiczno-krytyczno-obrazoburczej treści. Po 20 latach tę wartość
przeglądowego repertuaru wywiało w siną dal, żeby nie powiedzieć
'w diabły' albo 'w pizdu'.
GCH
-----
[0-6]
1 (wspaniale brzmiał zespół muzyków)