Wednesday, September 17, 2008

Bohdan Zadura WSZYSTKO

Nie przepadam za polską poezją współczesną. Uważam, że wcale nie jest taka wspaniała, jak się o niej mówi w literackich kręgach. Dla mnie dolega jej to samo, co większości naszych artystycznych dziedzin: nieoryginalność i ultra obawa przed czymś innym niż kurs na mistrzów. Może należałoby się zwrócić w stronę jakichś gatunkowych korzeni, by wreszcie opuścić strefę stagnacji?

Ale najnowsza książka Bohdana Zadury podoba mi się bardzo, mimo początkowego dystansu. Lepiej ją czytać niewyrywkowo, bo układa się w atrakcyjną i znaczącą, kształtną całość. Zadurze wolno „Wszystko” (tak zatytułowana jest książka) i umiejętnie z tego korzysta, portretując siebie, innych (Innego) i sytuacje (Sytuacje) z ironią i powagą. Używa formy klasycznej, korzysta z formuły aforystycznej i w końcu wypełnia zasadę umieszczoną w ostatnim tekście zbioru: „takie proste, tak późno/ nie żeby się podobały/ ale żeby ktoś coś z nich miał”. Potrafi nawet przyznać, że przekonanie o wyższości wiersza nad widokiem zgrabnych pośladków jest błędne, a przynajmniej należy do grzechów, z których się wyrasta. Starzenie się to zresztą jeden z wyrazistych wątków tego tomu. Nie dojrzewanie, lecz właśnie starzenie (co różni mistrza młodego od starego). Zadura rzeczywiście wyrósł z pewnych życiowych rytuałów (jak „erekcja o świcie”), jednakże poetycko ma jeszcze wiele do powiedzenia.

Jego „Wszystko” to zabranie głosu w sprawach ważnych, bez chowania pióra w piasek wieloznaczności i sztuczności, bez lęku o odsłonięcie, bez pomocy zmyśleń, tworów pośrednich, bez awersji do sentymentu. Zadura trochę tu wspomina także swoją przeszłość, więcej wypomina polskiej rzeczywistości. Lubi wychwytywać paradoksy, wierzy, iż poprzez ujawnienie nonsensu ciągle można zbliżyć się do tego czegoś, dla czego chce mu się pisać. Nie używam słowa prawda, bo „słowa jak zawsze się zużywają”, jak pisze autor, bo prawda jest połowiczna, bo przedziwnie i często niegodnie zmienia się kontekst. Na przykład w aforyzmie tytułowanym dedykacją „Archiwistom w gazowych maseczkach i gumowych rękawiczkach” Zadura kłuje: „każda praca jest dobra/ jeśli nie hańbi”. Takich gier z utartą frazeologią znajdziemy tutaj sporo. Są wymierzone przeciw, są polityczne, publiczne, ale i prywatne. Podobnie z pozostałymi, już pełnowymiarowymi, tekstami. Nie zawsze panuje w nich ironia, nie na każdej stronie liryzm ustępuje publicystyce. Autor nie zapomina o poezji. Jeśli przekracza jej granice, to zaraz wraca w poetycki obręb, przypominając zaskoczonemu czytelnikowi, o co w tym „Wszystkim” chodzi.

Bo nie chodzi o uzmysłowienie wyborcom, że nie muszą zaciskać zębów i głosować, gdy nie czują sensu wyboru, nie chodzi o Lecha Kaczyńskiego, Henryka Jabłońskiego, Polskę Ludową i Polskę ludyczną. Nie o to, co się traci w życiu, nie o to, co się zyskuje. Bo taki bilans jakoś zawsze wychodzi na zero, jak pisał inny klasyk, bo „próżny trud/ lek/ przed śmiercią”, a „starsi faceci/ w tym smutnym kraju/ małą Laudację/ ciągle pukają”, bo „wszystko się plącze” w powikłaniu. Idzie o to, jak wolno mi zgadywać po lekturze nowej książki Bohdana Zadury, by niebezrefleksyjnie być tak długo, jak się da. Nie na siłę, nie bezsilnie, nie tylko teraz, nie tylko tam, niekoniecznie na gapę, nie codziennie serio. Bo życie i tak dzieje się tu, gdzie my się dziejemy, po tej samej stronie ulicy, w tym samym pomieszczeniu, kraju, epoce, w tym, nie innym, ciele. Choć nam wydaje się, że jest odwrotnie.
GRZEGORZ CHOJNOWSKI
………………………………………………….
Bohdan Zadura WSZYSTKO, Biuro Literackie, 2008