Friday, August 22, 2008

Jurij Andruchowycz TAJEMNICA

Pamiętam, jaką furorę zrobił swojego czasu Andrzej Stasiuk, publikując autobiograficzną książkę pt. „Jak zostałem pisarzem”. Teraz Jurij Andruchowycz zabrał się za autobiografię, wydając w firmie Stasiuka wywiad z samym sobą. Jeśli jednak wyznania Stasiuka były dynamiczną ciekawostką do zapomnienia, „Tajemnica” ukraińskiego autora to tom nie tylko „zamiast powieści”, jak stoi w podtytule.

Nie przepadam za powieściami Andruchowycza. Są dla mnie zbyt chaotyczne, a granica między szczerością a sztucznością czasem zbyt wyraźna. Powieściom Ukraińca dolega pewna umowność, która w gatunku nienarracyjnym sprawdza się świetnie. Dlatego forma narcystycznego wywiadu wydaje się dla tego gwiazdora literatury szczególnie trafiona. Niepoważnie w tym wszystkim brzmi tylko mistyfikacyjny pomysł, że oto niby niemiecki dziennikarz Egon Alt (czyli „ja stary”) prosi Andruchowycza o rozmowę, ten się zgadza, rozmawiają, potem Egon ginie i tak dalej. Pomysł ozdobny, niepotrzebny, jak wiele wątków w powieściach autora nagrodzonych Angelusem „Dwunastu kręgów”. Ale treść „Tajemnicy” naprawdę zajmuje, bo jest to podróż z dawnego Iwano-Frankowska do dzisiejszej Ukrainy (Iwano-Frankiwska), przez Europę czasów i kultur. Na początku była „podłoga, deski podłogi w takim brudnym ciemnoczerwonym kolorze, mocno podrapane deski, szpary między nimi”. Potem „magiczne miasto Lwów”, wojsko, grupa poetycka Bu-Ba-Bu i otwarcie na Europę. Jeszcze raz okazuje się, że w pojedynczym życiorysie osobowości wyjątkowej, bo artystycznej, też widać dzieje naszej części świata, zapyziałej, choć z przeświadczeniem, przeczuciem otchłani, przywiązaniem do snu, problemem z nastrojami. „Rano strasznie nie chce mi się wracać do rzeczywistości – mówi Andruchowycz. – Dlatego przez pewien czas staram się wskoczyć z powrotem w ostatni sen. Potem jeszcze ta wiosna, znowuż ta wiosna, ta śmierć”. Zawsze to samo. Ten sam demon żalu, goryczy, sentymentu, przemijania zamiast radości z tego, co mamy. Może dlatego, że mamy tak mało?

Są w „Tajemnicy” wszystkie Andruchowyczowe przejścia, w miłość, seks, używki, poezję, są opisane jego największe lęki, najważniejsze lektury, najwięksi przyjaciele. Dowiadujemy się rzeczywiście więcej niż z każdego wywiadu dotąd z ukraińskim pisarzem przeprowadzonego, chociaż, rzecz jasna, do tajemnicy się nie zbliżamy. Pewnie zresztą dlatego, że jej nie ma. Ale najmocniejszym punktem tej książki jest nie odkrywanie meandrów życia autora istotnego na współczesnej mapie literatury środkowoeuropejskiej, tylko opowieść o jego czytelniku. Podobnie wychowanym lub naznaczonym tym niepowtarzalnym duchem Europy nie do końca. U Andruchowycza pojawia się w pewnym momencie motyw piwniczny i trudno się oprzeć skojarzeniu.

Mam co do tej książki jeszcze jedną osobistą nadzieję. Że tak błyskotliwie i spontanicznie sumując chwile z życia i myśli ukraińskiego pisarza, będzie pozycją graniczną również dla jego twórczości. Że po tym, jak wypowiedział wszystko o sobie i swoim/naszym środkowoeuropejskim mieszkaniu, zechce własny talent wprowadzić w bardziej uporządkowane rejony i nauczyć się czegoś innego. Zostawić ten wyświechtany postmodernizm w jakiejś literackiej piwnicy i poczuć, skąd wieje wiatr przyszłości. Bo my tu we wschodnim centrum kontynentu znamy się jak łyse konie, rozumiemy się bez słów, więc potrzebujemy albo zmiany, albo stabilizacji na wysokim, wygodnym poziomie, w który ciągle nie możemy uwierzyć.
GRZEGORZ CHOJNOWSKI
………………………………………………………………..
Jurij Andruchowycz TAJEMNICA, przeł. M. Petryk, Czarne, 2008