Thursday, November 10, 2016

Specjalny Muzyczny Weekend Radia Wrocław Kultura

Nie przegapcie! 11-13 listopada w DAB+, aplikacjach mobilnych i na radiowroclawkultura.pl.

Piątek - 11 listopada

Jak co roku, 11 listopada gramy po polsku. Od południa słuchamy płyt, które w swoim czasie narobiły dużo zamieszania na krajowej scenie. A i – jak się przekonamy – dobrze zniosły próbę czasu. Na talerzu naszego radiowego gramofonu kłaść będziemy kolejno następujące albumy: REPUBLIKA „Nowe sytuacje” (12.00), MAREK GRECHUTA i ANAWA „Korowód” (13.00), MAANAM „Nocny patrol” (14.00), KLAN „Mrowisko” (15.00), KLAUS MITFFOCH „Klaus Mitffoch” (16.00), NIEMEN „Enigmatic” (17.00), MORAWSKI WAGLEWSKI NOWICKI HOŁDYS „Świnie” (18.00), KOMEDA QUINTET „Astigmatic” (19.00).

Po tak solidnej dawce muzyki z płyt proponujemy dwie godziny grania na żywo.

Przypomnimy koncert „W Duecie na 70-lecie”, którym Radio Wrocław świętowało niedawno swój jubileusz - godz. 20:00.

A potem do północy piosenki z Przeglądów Piosenki Aktorskiej.


Sobota - 12 listopada

12 listopada NEIL YOUNG obchodzi 71. urodziny. Wiek zacny, ale artysta ani myśli o emeryturze. Na 9 grudnia zapowiada nowy album studyjny (to będzie jego druga płyta w tym roku!), cały czas gra też fenomenalne koncerty, podczas których emanuje iście młodzieńczą energią. Jubilat zacznie swoje występy w Radiu Wrocław Kultura w samo południe, zakończy osiem godzin później. Przez ten czas zaprezentuje się nam od różnych stron - jako muzyk solowy oraz członek grup Buffalo Springfield i CSNY, jako artysta ‘elektryczny’, który zasłużył na miano „ojca chrzestnego grunge’u” i jako muzyk „kameralny”, któremu wystarczy akustyczna gitara, by zaczarować słuchaczy. Sprawdzimy też jak jego muzyka brzmi w wykonaniu innych artystów. Przypomnimy też parę historii z jego życia i kariery.


Niedziela - 13 listopada

Dzięki Akademii Noblowskiej BOB DYLAN znalazł się nagle w centrum zainteresowania światowych mediów. W Radiu Wrocław Kultura zawsze był mile widziany. Teraz, między przyznaniem Dylanowi najbardziej prestiżowej literackiej nagrody a jej odebraniem (albo nie) oddamy jego muzyce większą część niedzieli. Trochę też o nim poopowiadamy. Jako że to jeden z tych artystów, którzy nieustająco wymyślają się na nowo, sprawdzimy jak jego muzyka brzmiała na poszczególnych etapach jego kariery. Posłuchamy Dylana studyjnego i koncertowego. Przekonamy się jak jego piosenki wypadają śpiewane przez innych znakomitych artystów. Jako że ilość dylanowych kowerów idzie w tysiące, uda nam się zaprezentować jedynie drobną ich część. Startujemy z Dylanem o 12.20 (tuż po Studiu 202) i spędzimy z nim osiem kolejnych godzin.

Wednesday, November 9, 2016

WYCINKA w KULTURZE WROCŁAWSKIEJ

MYŚLI PO KONKURSIE NA DYREKTORA MUZEUM WSPÓŁCZESNEGO WROCŁAW

Trzy osoby wzięły udział w finale konkursu na nowego szefa/nową szefową Muzeum Współczesnego Wrocław. Głosami 7-2 wygrał naukowiec dr Andrzej Jarosz. I szczerze wierzę, że będzie to dobry dyrektor. Ale też szczerze się dziwię za każdym razem, gdy rozmontowuje się dobrze działającą maszynę z jakichś powodów. Przypomnijmy, że - startująca w kolejnym niepotrzebnym konkursie - poprzednia, do końca roku urzędująca, dyrektorka Dorota Monkiewicz (owe dwa głosy komisji) to również współautorka (z Piotrem Krajewskim) koncepcji utworzenia Muzeum Współczesnego we Wrocławiu, kuratorka, osobowość znana w środowisku polskiej sztuki. I obserwując jej pracę we Wrocławiu od kilku lat, zanurzenie w życie kulturalne miasta, pasję i efekty działalności instytucji jej powierzonej (którą faktycznie stworzyła), doprawdy, trudno dziś myśleć o kimś lepszym, kto by to dzieło kontynuował. Z całym szacunkiem i sympatią dla nowego dyrektora.

Monkiewicz miejskim władzom podpadła. Niepochlebnie zrecenzowała wystawę 'Tauromachia' (przyznajmy po tych dwóch latach uczciwie - była to ekspozycja do zapomnienia: błaha, zastępcza, niewarta wydanych na nią środków), zorganizowaną przez miasto jako przedsmak Europejskiej Stolicy Kultury, na którą miały przyjechać picassy prawdziwe, oryginalne, olejne. Jak wiadomo, nie przyjechały. No cóż, Wrocław niby jest miastem spotkań różnych tożsamości, opinii, wzajemnego szacunku, pod warunkiem, że to są te poglądy, ta lojalność, nie inna. Być może chodziło o coś jeszcze, lecz informacje o tym, dlaczego Dorota Monkiewicz po pięciu latach stała się non grata, nigdy nie zostały jasno opinii publicznej przekazane. To, co zrobiła ekipa Monkiewicz przy Placu Strzegomskim, jaką wartość i rangę nadała Muzeum Współczesnemu Wrocław, ile znakomitych wystaw i publikacji się pojawiło, mnie osobiście wystarczy, by nie rozumieć decyzji o nieprzedłużaniu kontraktu.

Tak jak nie doceniły władze województwa artystycznego szczytu Teatru Polskiego we Wrocławiu, tak miejscy urzędnicy zlekceważyli osiągnięcia Muzeum Współczesnego. I zdanie ogromnej części środowiska kulturalnego, które się za Dorotą Monkiewicz ujęło.

Poczucie niesprawiedliwości to - moim zdaniem - jedna z najdotkliwszych w palecie ludzkich emocji i najgrzeszniejsza z krzywd, jaką można z pozycji władzy wyrządzić. I takie poczucie towarzyszy mi w sprawie MWW, TP (ale też np. profesora Adama Chmielewskiego, odsuniętego od projektu Europejskiej Stolicy Kultury kilka lat temu po zwycięskim konkursie). Nie wiem, czemu nie dogadano się Jarosławem Borowcem, byłym naczelnym Wydawnictwa Warstwy, trudno mi się oswoić z rozbratem Wrocławia z do niedawna jeszcze hołubionym Portem Literackim. Owszem, każdemu zarządcy przysługuje prawo poukładania podległych jednostek w autorski sposób, ale w partnerskiej i nowoczesnej przestrzeni powinno się to odbywać w dialogu, a przede wszystkim skrajnej jasności. Nie widzę tych kryteriów w przypadku spraw instytucji powyższych. Tym bardziej to smutne, że dzieje się w roku dla wrocławskiej kultury wyjątkowym. Wyjątkowo - przez powyższe sprawy - nadwyrężonym.

Nie wiem, czy to wina nie najczystszego powietrza, jakim we Wrocławiu oddychamy, czy odurzającej sile przekonania o nieomylności, wrocławscy decydenci co rusz rozmontowują to, co się sprawdza. Pokazując, że nie człowiek się liczy, ale - niesprecyzowana, niewyartykułowana w deklaracji programowej - wizja. Wizja miasta, w którym marnuje się talenty i doświadczenie, nie docenia zaangażowania i serca, profesjonalizmu i autorytetu wielu ludzi, budujących markę Wrocławia. W sztuce WYCINKA w reżyserii Krystiana Lupy, kolejnej z takich postaci, mówi się o wycinaniu marzeń, fałszywym kompromisie, w świecie realnym wycinka trwa w najlepsze. A w miejsce rozkwitłych drzew powoli wstępują zgorzknienie, depresja, gniew i konstruktywny bunt, co widać było podczas Wrocławskiego Kongresu Kultury.

Nie mam pojęcia, czy Dorota Monkiewicz albo Krystian Lupa, Ewa Skibińska, Małgorzata Gorol i inni znajdą w sobie jeszcze za jakiś czas - po zmianach, jakie naturalnie i nienaturalnie nastąpią - ochotę, by do Wrocławia wrócić (życie uczy, że nie), ale wiedzcie jedno: będzie nam - mnie - Was brakować, bo to nieprawda, iż nie ma niezastąpionych.

GRZEGORZ CHOJNOWSKI

Thursday, November 3, 2016

SPIRALA BŁĘDÓW - znów o Teatrze Polskim we Wrocławiu

TEATR POLSKI we WROCŁAWIU NA ROZDROŻU

Spirala błędów – tak mi się kojarzy kompletnie niepotrzebny spór wokół Teatru Polskiego we Wrocławiu. Spór spowodowany bezpośrednio przez nieprofesjonalnie zaplanowany konkurs, a wcześniej przez nieszczęsne zachowanie urzędników decydujących o losie TP. Przez dwa ostatnie lata przed wygaśnięciem kontraktu Krzysztofa Mieszkowskiego nie zrobili nic, by poprawić sytuację TP, nie kontrolowali jego finansów, wiedząc przecież - bo nikt na ten temat nie milczał - że dobrze nie jest. Swoją rolę odegrał też chyba nieszczęśliwy, niedyplomatyczny sposób dialogu z organizatorem ze strony poprzedniej dyrekcji teatru.

Jak powinno to się było wydarzyć?

Dyrektor Mieszkowski - gdy wiadomo było, że odejść będzie musiał - proponuje kandydata na swojego następcę lub kompetentni urzędnicy marszałkowskiego wydziału kultury znajdują odpowiednią osobę, która zadba o jakość artystyczną, ale też finanse instytucji. Nie przepróbowano bowiem wariantu być może idealnego w tym momencie biografii TP, czyli mianowania szefa naczelnego, który śmiałe (może nadto na te pieniądze) artystyczne ambicje Krzysztofa Mieszkowskiego zrównoważyłby trzeźwym, lecz nie tamującym rozwoju rachunkiem ekonomicznym. Przy ostrożnym naczelnym-ekonomiście pewnie nie powstałyby niesamowite, historyczne DZIADY-CAŁOŚĆ. Albo WYCINKA, objeżdżająca świat, otwierająca najważniejszy na świecie teatralny festiwal w Avignon.

Cezary Morawski – mam wrażenie – nie docenił i nie docenia miejsca, w jakim przyszło mu szefować teatrowi. Ktoś, kto ostatnio prawie wyłącznie reżyseruje koncerty i farsy i/lub w nich gra, to postać z innej scenicznej bajki. Nie na tu i nie na teraz. Ale się nie wycofał z wyścigu po dyrektorską tekę, chciał być następcą Rotbauma, Krasowskiego, Skuszanki, Grzegorzewskiego, Wekslera, Miśkiewicza, wreszcie Mieszkowskiego. Bez papierów na to. Morawski to raczej nie artysta, lecz rzemieślnik, a jego dyrektorskie zachowania budzą wątpliwości. W kontaktach z prasą bez rzecznika wydaje się bezradny, z rzecznikiem – niepoważny, w zetknięciu z materią – protestującą publicznością, niepokornymi aktorami – słabo sobie radzi.

Teatr Polski we Wrocławiu przeżywa(ł) artystyczny rozkwit. Nie dziwią więc protesty aktorów, zadziwiają akcje publiczności. To – na światową skalę – sprawa bez precedensu, by ująć się tak mocnym głosem za (także ich) teatrem.

Morawski znalazł się dziś w trudnej sytuacji, w której brnie jak umie. Pewnie się trochę czuje jak w oblężonej twierdzy, skoro jednak nie posłuchał apeli środowiska (także koleżanek i kolegów po fachu), ma to, co ma. Gęstą atmosferę w teatrze i na widowni. Ale - dopóki piłka w grze - ciągle jakąś szansę. Niestety, mówi do protestujących widzów: jeśli nie chcecie planowanego spektaklu w reżyserii Janusza Wiśniewskiego, nie przychodźcie. Smutne. Nie da się zebrać wokół teatru publiczności o różnych poglądach estetycznych? Nie wierzę. Ludzie, ciągle i mimo wszystko, potrafią ze sobą rozmawiać o teatrze. Choć jest to coraz trudniejsze. Ktoś tę rękę do dialogu mógłby wyciągnąć, zaprosić np. Instytut Teatralny, może ESK obsadzić w roli mediatora. To jest Teatr Polski we Wrocławiu, Europejskiej Stolicy Kultury nie wolno milczeć, kiedy dzieją się rzeczy przełomowe.

A Janusz Wiśniewski? Akurat to nazwisko i ten reżyser to nie obciach. Nie jest Wiśniewski Krystianem Lupą, daleko mu do twórczego rozkwitu, ale i nie jest nazwiskiem z łapanki. Coś interesującego mogłoby teoretycznie ze spotkania takiego zespołu aktorskiego z takim reżyserem wyniknąć. I być może nawet tak by się zdarzyło, gdyby Cezary Morawski szedł po dyrektorską buławę przejrzyście, jasno oznajmiając, z kim realnie będzie współpracował. Do dziś (rozpoczyna się trzeci miesiąc pracy nowego szefa) nie wiadomo, kiedy odbędzie się pierwsza premiera. Sąsiedzka Opera Wrocławska (też wystartowała 1 września pod nową wodzą) już rozwiesiła plakaty, dokładnie znamy plan na cały sezon i nawet dalej. Mimo że Ewa Michnik nie zostawiła następcy Marcinowi Nałęcz-Niesiołowskiemu kontraktów.

Wiesław Cichy czy Wojciech Ziemiański byliby doskonałymi Chorymi z urojenia czy Horodniczymi, ale czy oni mieliby ochotę dziś nimi zostać choćby u Wiśniewskiego właśnie? Na teraz wiemy, że aktorzy odchodzą z teatru. Ewa Skibińska, Małgorzata Gorol, Marcin Pempuś, wcześniej Bartosz Porczyk. I tak dalej. Na nich się nie skończy z pewnością. Kim wypełni Morawski wyrwę? Osobami z aplikacji spływających na ulicę Zapolskiej? Gwiazd tam raczej nie znajdziemy, talenty – być może, tylko kto je oszlifuje? Wychodzi na to, że dyrektor Cezary Morawski gasi światło (sic!). Za chwilę - bez nowości - będą problemy z repertuarem.

Porozumienie czyli Dobro wykuwa się często w sporze-dialogu, w rozmowie, życzliwym wytykaniu błędów, wskazywaniu dróg poprawy, w kompromisie. To nie jest zgniłe słowo. Jeśli milczymy albo okopujemy się na swoich pozycjach, wiedzmy, że prędzej niż później to, co nierozwiązane lub rozwiązane arbitralnie, siłowo, wróci z mocą dużo większą.

Co więc można zrobić? Usiąść do stołu i rozmawiać. Wszyscy zainteresowani ze wszystkimi zainteresowanymi. Większość, mniejszość zespołu TP, urzędnicy, publiczność, komentatorzy. I miasto. I ESK. To jedna z tych wspólnych spraw, które trzeba rozwiązać nie siłą, nie obojętnością, nie grą na przeczekanie. Jestem przekonany, że rozmowa zawsze pomaga, oczyszcza, rozjaśnia i rozpędza chmury nie tylko nad wrocławską kulturą. Tylko czy rozmowa jest jeszcze możliwa?

GRZEGORZ CHOJNOWSKI

PS
Z ostatniej chwili, ze źródeł dobrze poinformowanych: pierwszym tytułem, jaki zamierza wystawić Teatr Polski pod nową dyrekcją ma być nie Molier, nie Gogol, lecz... Szekspir. MAKBET w reżyserii Janusza Wiśniewskiego.

Sunday, October 23, 2016

ZSTĄP, MOJŻESZU (Societas Raffaello Sanzio - Olimpiada Teatralna)



Mocne i poetyckie przedstawienie znów (po O TWARZY) przywiózł do Wrocławia Romeo Castellucci na Olimpiadę Teatralną. Kontakt z jego teatrem to dla jednych wyzwanie, dla innych przeszkoda nie do przejścia. Dziwiła się oklaskom po spektaklu para siedząca za mną, ja się nie dziwię ich zdziwieniu. Jeśli nie poddasz się totalnemu działaniu tego teatru, nie zechcesz otworzyć, poczuć i pomyśleć, to nie ma po co tu wchodzić. Chociaż... Może za jakiś czas przebije się taka sztuka z podświadomości, w którą również celuje włoski mistrz?

Sceniczna akcja zaczyna się jeszcze przed wejściem widzów do sali (ATM na Bielanach) i trwa podczas zajmowania miejsc. Grupa porządnie ubranych ludzi w średnim wieku ocenia i dopasowuje się wzajemnie. Zależą od siebie, podobnie wyglądają, a jednak zdają się potwornie samotni. I nudni. Z obrazu spogląda na nich 'Młody zając' z rysunku Dürera. Nie orzeł, tygrys, nie pies ani małpa. A potem widzimy obracającą się w ogromnym tempie turbinę, w którą wkręcają się peruki z ludzkich włosów. Bezpowrotnie, niebezpiecznie. Wytrąca nas to z mainstreamowej harmonii, wciąga w wir sił daleko mocniejszych niż człowiek. W wir maszyny, w coś potężnego, niekontrolowanego, żywiołowego. Więc i w wir natury?

Scena następna - publiczna toaleta: kobieta obficie krwawi spomiędzy nóg. Jest po porodzie, próbuje się do kogoś dodzwonić, ktoś szarpie za klamkę, czujemy strach i ból krwawiącej i bezradnej. Czy współczucie? Dziecko trafia na śmietnik, a matka na policję, gdzie mimo pozorów (psycholog, pracownicy socjalni) spotyka chłodnego urzędnika, który chce załatwić sprawę i pójść do domu. W końcu nawiązuje się dialog, kobieta mówi, że dziecko ma piękną przyszłość, będzie jak Mojżesz. Dzieciobójczyni? Wariatka? A może dzisiejszy śmietnik to biblijne wody Nilu?

I wreszcie przepiękna, technicznie doskonała, pojemna scena z praprzeszłości człowieka, z jaskini. Tu wszyscy są nadzy, a kobieta opiekuje się dzieckiem, które umiera. Jest rozpacz, ale tylko w niej. Umarło jedno, będzie kolejne, ona je urodzi, do skutku. Po mechaniczno-poddańczym stosunku ona napisze skierowane w stronę widowni SOS, będzie walić w ścianę, ucieleśniając los kobiet, za którymi ujmuje się tym razem Castellucci, choć nie jedynie.

Reżyser-wizjoner, ale i moralista, idzie wszakże dalej. Bo niewolnictwo dotyczy nas wszystkich. Wtrąconych w turbinę życia może nie po naszemu, w nieustająco towarzyszącym, a raczej obezwładniającym hałasie (sfera dźwiękowa w ZSTĄP MOJŻESZU jest niezwykła - jej autor amerykański kompozytor Scott Gibbons współpracuje z Castelluccim od lat).

A tytułowy Mojżesz? Ten, którego Bóg wyznacza na wybawcę Izraelitów z egipskiej niewoli? 'Idź i powiedz faraonowi, żeby wypuścił moich ludzi' - poleca Bóg w słynnej pieśni gospel, śpiewanej przez afro-amerykańskich niewolników w XIX wieku: 'Tell old Pharoah to let my people go'. Czekamy na niego czy znajdziemy w sobie?

ZSTĄP, MOJŻESZU Romea Castellucciego (także niesamowita scenografia) i jego niezawodnych aktorów Societas Raffaello Sanzio to spotkanie z teatrem emocjonalnym, wizualnym i intelektualnym zarazem, z dziełem sztuki.

GRZEGORZ CHOJNOWSKI, Radio Wrocław Kultura
............................................................................
ZSTĄP, MOJŻESZU, reż. R. Castellucci, Societas Raffaello Sanzio, pokaz w ramach Olimpiady Teatralnej, Studio ATM Wrocław, 23.10.2016, miejsca nienumerowane



Monday, October 17, 2016

Radio Wrocław Kultura - Wtorek 18.10.2016, godz. 16:00-21:00


Radio Wrocław Kultura DAB+ Teatr (i nie tylko), wtorek, godz. 16:00-21:00, Magda Piekarska, Grzegorz Chojnowski

Od 16:00 zapraszamy na kolejną audycję o sprawach głównie teatralnych, ale czasem nie tylko.

Na początek teatr i Zuzanna Bućko oraz Szymon Bogacz, twórcy spektaklu 'Karskiego historia nieprawdziwa', który jeleniogórski Teatr im. Norwida pokazuje w ramach Olimpiady Teatralnej, jednej z najważniejszych części programu Europejskiej Stolicy Kultury. Dołączy do nas także Katarzyna Majewska, koordynatorka Dolnośląskiej Platformy Teatralnej, by opowiedzieć o innych wrocławskich spotkaniach z teatrem regionu podczas olimpiady. We wtorek też - o 20:00 (Studio na Grobli) - prezentacja 'Mojej Bośni' Teatru im. Modrzejewskiej w Legnicy.

O 18:00 odwiedzi nas Piotr Łukaszczyk, autor serialu 'Stolik', przedsięwzięcia z udziałem znanych aktorów z Wrocławia (i nie tylko), dostępnego w internecie od tygodnia (są już cztery pierwsze odcinki). Kibicujemy i towarzyszymy temu ambitnemu projektowi od roku, cieszymy się, że wreszcie ujrzał światło sieci. Piotrowi będzie towarzyszyć montażysta Bartosz Gajek.

O 19:00 poszerzamy naszą ubiegłotygodniową dyskusję o polskiej kulturze, jej realiach i przyszłości. Zaprosiliśmy do studia Radia Wrocław Kultura uczestników Kongresu Kultury Polskiej, który wzbudził wiele emocji niejedynie środowiskowych w poprzedni weekend. Będą z nami Dominika Kawalerowicz - szefowa działu merytorycznego Europejskiej Stolicy Kultury i Kamil Nowelii z Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Wrocławskiego.

Do usłyszenia w odbiornikach z DAB+, aplikacjach mobilnych, do zobaczenia na www.radiowroclawkultura.pl.

A po 20 zostańcie na WIECZÓR Z KULTURĄ:

Spotkamy się z niesamowicie utalentowanym (i docenionym) młodym czeskim pisarzem Markiem Šindelką i Anną Wanik, tłumaczką jego książki 'Zostańcie z nami', która właśnie ukazała się pod naszym patronatem. Gościem Wieczoru będzie też wydawczyni tego zbioru opowiadań Julia Różewicz. Opowiemy o planach wydawniczych Wydawnictwa Afera, a książki Marka Šindelki (z autografem autora) będą do zdobycia (zanotujcie adres mailowy: kultura@radiowroclaw.pl). Rzecz jest warta maila, bo w 'Zostańcie z nami' czuć klimat kultowego filmu 'Samotni', a Šindelka pisze tak, jak pisałby Czechow, gdyby żył w XXI wieku w Czechach.



Poza tym przypomnienie zmagań o Angelusa (wygrała świetna i poruszająca 'Księga szeptów' Varujana Vosganiana). Nie zapominamy również o tym, że trwają 50. Wrocławskie Spotkania Jednego Aktora oraz Olimpiada Teatralna.

Do usłyszenia w Radiu Wrocław Kultura i Radiu Wrocław.

Sunday, October 9, 2016

Zmarł Andrzej Wajda


Zmarł Andrzej Wajda, najważniejszy polski reżyser filmowy, zdobywca Oscara i Złotej Palmy, związany z kilkoma polskimi miastami w sposób szczególny, także z Wrocławiem.
To w tutejszej Wytwórni Filmów Fabularnych zrealizował swój debiutancki film 'Pokolenie', 'Lotną', a także kultowy 'Popiół i diament', nakręcony w 80 procentach w halach WFF oraz w plenerach Wrocławia i Trzebnicy. Przy wrocławskiej ul. Bogusławskiego jest dziś tablica upamiętniająca filmowy plan tego arcydzieła polskiego kina. Dzisiejsze Wzgórze Andersa posłużyło za miejsce słynnej sceny śmierci Maćka Chełmickiego na wysypisku śmieci.

20 lat temu wyreżyserował pierwszy po pożarze spektakl na głównej scenie Teatru Polskiego: 'Improwizacje wrocławskie'.
W Ossolineum znajdują się m.in. przekazane przez reżysera rękopisy scenariuszy do 'Wesela', 'Zemsty' i 'Pana Tadeusza' oraz ponad 100 plakatów i część nagród, jakie otrzymał w swojej karierze.
Ostatni raz we Wrocławiu pojawił się w czerwcu 2016 i zwiedzał nowo otwarty Pawilon Czterech Kopuł, gdzie oglądał ekspozycję polskiej sztuki współczesnej (Wajda studiował na krakowskiej ASP, ukończył łódzką Filmówkę).

Przeżył 90 lat. Jest Honorowym Obywatelem Wrocławia.


W swojej autobiografii pisał: "Pewnego dnia zrozumiałem, że muszę zrobić film, w którym kamery będą skierowane tylko na Kantora, a reszta zaistnieje na ekranie w jego relacji z aktorami i dialogami spoza ekranu. Geniusz Kantora kazał nam myśleć, że ta niewidziana w teatrze gra nigdy się nie skończy - mam więc czas, aby zrealizować ten film. Niestety, zawsze wcześniej, niż myślisz - śmierć puka do drzwi". Wspominał też, że w dzieciństwie często chorował i na zabawy innych dzieci patrzył z okna: "Rwałem się do życia, ale ono trzymało mnie na dystans. To wyrobiło we mnie pewien rys melancholii, który pozwala mi od czasu do czasu być artystą, nie tylko reżyserem filmowym". (Wydawnictwo Znak, 2013)

Saturday, October 8, 2016

LIŻĘ TWOJE SERCE (Teatr Muzyczny Capitol)


Nie wiem, czy tak być miało, czy tak raczej wyszło, ale mamy w Capitolu bardzo sympatyczny, lekki, familijny musical z bardzo melodyjnymi (napisanymi przez Mariusza Obijalskiego i Marcina Januszkiewicza) piosenkami, z których niemal każdą daje się zanucić i taka przyjemna składanka brzmi nam w głowie jeszcze długo po wyjściu z teatru. Prosta opowieść-baśń - deklarowała reżyserka Agnieszka Glińska przed premierą w naszej radiowej rozmowie. I takie właśnie to najnowsze Capitolowe dziecko sceniczne jest. Aż tyle czy jednak mało?

Dla mnie mało i myślę, że też na ligę, w której chyba na stałe chce grać ten teatr. Nawet baśń można bowiem udramatycznić, sprawić, by wygrała wszyta w definicję gatunku magia, nie tylko perypetie, przygody i scenki. Parę zresztą prób udramatycznienia się w spektaklu pojawia, lecz prawie zawsze coś przeszkadza. A to aktorsko przeciętnie, a to ze śpiewem średnio. Mocna scena opowiadająca o wystrzelaniu zwierząt z wrocławskiego zoo mogłaby wbić w fotel, gdyby zadrżały ściany od wykonania piosenki dyrektora. Wolałbym tu usłyszeć oskarżenie zamiast lamentu, zwłaszcza że inscenizacyjnie wszystko działa i w tej akurat scenie scenograficzna bieda spektaklu nie razi.

No właśnie - zwierzęta. Wychodzi na to, że jedynie one tak realnie i naocznie padają ofiarami wojny, ludzie jakoś sobie dają radę. Ktoś strzela z pistoletu, ktoś próbuje gwałcić, lecz za każdym razem w każdym napastniku odzywa się człowiek. Nie tak to było i nawet baśń o wojnie powinna grozę ze sobą nieść. W Capitolu chodzi raczej o przyjaźń i miłość, uśmiech i przypomnienie, że skoro nie ma wojny ani bomby, nie musimy się kryć po piwnicach, kochajmy się. Szlachetne to przesłanie, choć naiwne. Oczywiście, możemy się doszukiwać smaczków nawiązujących do wrocławskiego dzisiaj - nietolerancji, rasizmu, zawirowań polityczno-kulturalnych - tyle że poważna rozmowa o historii, co nie uczy kolejnych pokoleń, zaraz zostaje zgaszona.

Jednakże:

Jeśli chcemy się wybrać z rodziną na przedstawienie z przebojami (tylu hitów nie zawiera żaden Capitolowy musical, można by nimi obdarzyć kilka), by spędzić czas w sumie bezstresowo i zabawowo, pokazać młodzieży świat możliwego współistnienia różnych narodowości, rezerwujemy miejsca na widowni.

Zobaczymy bardzo dobrą rolę Heleny Sujeckiej (Cyganka), która po świetnym epizodzie w JA, PIOTR RIVIERE... wreszcie na scenie gra tak jak w filmach, a więc jak z nut. Jako Dziewczyna (Polka) przekonuje Ewa Szlempo. Obie aktorki pięknie śpiewają. Na drugim planie żąda naszych oklasków Maciej Maciejewski (zabawny Żydowski Aktor), stylowo (niektórzy powiedzą stereotypowo) lwowskie profesorostwo odgrywają Błażej Wójcik i Agnieszka Oryńska-Lesicka, wychowujący synka jak z przedwojennych komedii (Mateusz Bieryt). Zauważamy Polę Błasik (Aktorka) i Artura Caturiana (Dyrektora Teatru/Żołnierza Radzieckiego), do niedawna kolegów z dyplomowego roku PWST (z tego samego roku jest Artur Bocheński - Cygan), śpiewająco wpada nam w ucho i oko Emose Uhunmwangho (Prezydent Miasta).

A kiedy zjawia się na scenie Justyna Szafran w postaci Starej Cyganki, widzimy i słyszymy, czym to przedstawienie mogłoby być, gdyby nie było takie... powierzchowne. Jej song, jej obecność wprowadza coś tajemniczego i mrocznego, coś, czego generalnie w całości mocno brakuje. Podobnie jak perwersji z obiecującego tytułu ('liżę twoje serce' to podobno po romsku 'kocham cię').

To fajny musical jest, w tempie (choreografia Weroniki Pelczyńskiej), ale zbyt wiele tu klimatu z (uroczych) rewiowych filmów Janusza Rzeszewskiego, za mało tego teatru, z jakiego znamy Agnieszkę Glińską.

Ocena (0-6): ~ 4

GRZEGORZ CHOJNOWSKI, Radio Wrocław Kultura
........................................................................................
Agnieszka Glińska, Tomasz Man LIŻĘ TWOJE SERCE, muzyka M. Obijalski, M. Januszkiewicz, teksty piosenek M. Januszkiewicz, reż. A. Glińska. Premiera na Dużej Scenie Teatru Muzycznego Capitol 8.10.2016, rząd VI, miejsce 7

PS Przy takiej formie spektaklu zaaranżowałbym ukłony tradycyjnie, operowo, czyli dałbym satysfakcję i publiczności, i artystom, by oklaskiwać solistów osobno.