Sunday, March 29, 2026

GORĄCZKA ŻYCIA. SANATORIUM (Przegląd Piosenki Aktorskiej)

Oto koncert na miarę gali Przeglądu Piosenki Aktorskiej! Reżyserzy Milena i Marcin Czarnik (tym razem nieśpiewający, niestety) zabierają nas do sanatorium, miejsca spotkań kilku pokoleń ludzi i artystów. Od chłopców z chóru NFM po Barbarę Wrzesińską, która świętowała w ten sposób we wrocławskim Capitolu 70-lecie obecności na scenie. Nieuniknione w takiej sytuacji są refleksje na temat życia i przemijania, osób i chwil, które nas budują i trwonią. A wszystko to w rytmie znanych polskich piosenek. Najliczniej reprezentowana jest dekada lat 1980. Przeboje Rezerwatu, Obywatela GC, Michała Bajora, Krystyny Prońko, Edyty Geppert czy Alicji Majewskiej brzmią w sanatoryjnej rzeczywistości szczególnie mocno. Bohaterowie tych opowieści znajdują się w przestrzeni pomiędzy. Jednym bliżej, drugim dalej do wyjścia. Prosty pomysł z symbolicznymi drzwiami umieszczonymi na szczycie niewysokich schodów dowodzi, że w sztuce niekoniecznie i nie zawsze trzeba używać wyszukanych metafor. W naszym życiu ich nie ma, każdy doświadcza/y podobnego cyklu.

Jan Peszek (jubileusz 60 lat w teatrze) w dialogu z chłopcami-chórzystami jest wielki, śpiewając 'Psalm stojących w kolejce' po... starość, przekazując tuż przed przejściem przez drzwi kolejkowy los młodzieńcom. Starość tak, ale nie zwątpienie (Peszek zakrywa usta, kiedy ma paść to słowo w piosence). Tekst Ernesta Brylla z 1982 roku, z czasu stanu wojennego, zyskuje bardzo osobisty wymiar po latach. Tak samo dzieje się w przypadku innych interpretacji. Wielka jest Justyna Szafran w przepięknej wersji 'Odkryjemy miłość nieznaną' (tekst Wojciecha Młynarskiego), zwłaszcza że tu artystce towarzyszą barwne projekcje wygenerowane przez sztuczną inteligencję, technologię, która niesie ze sobą niepewność i lęki, lecz także potrafi przynieść (może i złudną) nadzieję, uwolnić od choroby codzienności, przenieść na plażę i ocean. Wspaniale brzmi 'Jesteś lekiem na całe zło' w ustach Emose Uhunmwangho. Jej bohaterka leży na szpitalno-sanatoryjnym łóżku, tylko na chwilę podrywa się do krótkiego tańca z lekarzem, ale słowa Bogdana Olewicza, mimika wokalistki mówią w tej scenie więcej niż oryginał, powstały zresztą znów w okresie stanu wojennego jako hymn otuchy. Bardzo zapada w pamięć duet Alony Szostak z Natalią Ptak (ptakovą). W poruszającej etiudzie o trudnej relacji między nimi schorowana (siedząca na wózku) matka z wyrzutem zwraca się do córki, a córka zwraca na koniec te pretensje tym samym 'Zaopiekuj się mną'. Alona Szostak cudownie zmienia też wymowę 'Samby przed rozstaniem' (Jonasz Kofta). A kiedy Małgorzata Gorol z Bartoszem Bielenią, pielęgniarze na sanatoryjnym papierosie, pragną 'Ogrzej mnie' (znów Wojciech Młynarski, a muzycznie znów Włodzimierz Korcz), mamy oprócz sceny z życia czytelną aluzję do przeglądowej legendy. Za moment bowiem pojawi się Zbigniew Zamachowski w 'Długości dźwięku samotności', a my potwierdzamy skojarzenie z niegdysiejszym duetem pary z przeszłością. 'Czy te oczy mogą kłamać' Adrianny Biedrzyńskiej i Zamachowskiego wydarzyły się w 1988 roku właśnie na PPA, podczas wieczoru Agnieszki Osieckiej. Z czułością i/lub ekspresją śpiewają Magdalena Osińska (imponujące 'Tak... Tak..'. Ciechowskiego), Klaudia Waszak, Alicja i Helena Czarnik, Cezi Studniak, Michał Żurawski. Dodajmy, że znakomite aranżacje Adama Lepki, zagrane przez zespół fantastycznych muzyków, idealnie współtworzą koncert, który zostanie w historii Przeglądu Piosenki Aktorskiej jako jeden z tych ważnych, wybitnych.

Powtórzę zatem: to był koncert na miarę gali. Aż szkoda, że trwał tak krótko i zaprezentowano go zaledwie dwa razy. Gdyby 'Gorączkę życia. Sanatorium' zaplanowano jako koncert galowy, widzowie mogliby zachwycić się nim i wzruszyć czterokrotnie, byłby też dwa razy dłuższy, artystycznie sycący, jeszcze mocniej komentowany i wspominany. 

GCH
------
[0-6] 6

Monday, March 23, 2026

NIE-BOSKA-GALA (Przegląd Piosenki Aktorskiej)

Gala-nie-gala

Od razu Państwa uprzedzę, że prawdopodobnie jestem jedną z nielicznych osób, która uważa, że tzw. gala tegorocznego 46. Przeglądu Piosenki Aktorskiej, jest spektaklem słabym. ‘Nie-boska-gala’ udaje dzieło sztuki. Piszę wprost, jeśli się Wam podobało, wzruszyliście się lub uśmialiście, to dalej nie czytajcie. Łatwo znajdziecie w sieci afirmatywne teksty, może zobaczycie kiedyś zapis (organizatorzy PPA dbają o to, by gale nagrywać i wydawać na dvd) i zdecydujecie, kto ma rację. Chór apologetów czy głos solowy.

Już na starcie tego 'spektaklu' aktorka (generalnie świetna i kochana) jako Duch Święty/gołąb darzy nasze uszy niby prowokacyjnymi słowami katarowo-fekalicznymi, skierowanymi w stronę loży diabłów siedzących na balkonie i wyświetlanych na ekranie nad sceną (trzeba zadzierać głowę). Cały ten utwór ma wyrazić bardzo zapewne osobiste i jakże głębokie: 'Pan nie jest moim pasterzem'. OK. Można kpić z wiary i religii, ilustrować swój punkt widzenia piekielnie schematycznym teledyskiem prezentującym życiową niesprawiedliwość, wojny, nierówności społeczne, zestawiającym np. białe szczęśliwe dzieci i nieszczęśliwe dzieci niebiałe. Można wrzucić w ten kocioł parodię stylu przemawiania Jana Pawła II (jeden z diabłów to robi, mrucząc pod nosem). Można wszystko, tylko  bardzo to podstawowe, nieoryginalne, prostackie wręcz środki teatralne. Niski kabaretowy poziom. Czy kogoś jest w stanie rozbawić zgrany greps oparty na nieudolnym tłumaczeniu tekstów angielskich piosenek z powtarzaną kilkakrotnie frazą 'w pizdu'? Z zażenowaniem słyszałem rechot widza siedzącego tuż za mną.

Gdyby istniał zawód adwokata teatralnego, broniłbym tego 'dzieła', argumentując, że autor/rzy chciał przekazać odbiorcom wielką prawdę: cała ta wiara, religia, cały ten Bóg to fake i atrapa, i dlatego tak jest skonstruowany ten spektakl: prymitywne pomysły scenariuszowe, grube granie i wyglądanie, odtwórcze wykonania znanych piosenek ('Stairway to Heaven', 'Highway to Hell' – już sam dobór tych tytułów to banał, a dodajmy do tego jeszcze choćby 'Losing My Religion'). Zachwycają się niektórzy tym, jak pewien znany aktor filmowo-serialowy rapuje, ale on nie rapuje, tylko ćwiczy swoją dykcję. Żeby rapować, trzeba czuć ducha tej muzyki, nie zaledwie skupiać się na giętkości ust. A, i jeszcze mamy dwa wejścia z off-u aktora-profesora cytującego tekst Czesława Miłosza. Kolejna prowokacja. Tak, celowo jedziemy taką grubą kreską, produkujemy teatralną atrapę, abyście zrozumieli, czym jest ta bajka o Bogu i raju, w który niedzielnie wierzycie. I gdyby rzeczywiście taki był zamysł tego przedsięwzięcia, ogłosiłbym: 'Nie-boska-gala' to rzecz wyrafinowana, wybitna.

No a przede wszystkim to nie była gala. Ten gatunek przeglądowej legendy odchodzi do historii. Należałoby jednak ostrzegać publiczność przed zakupem biletów. Ostatnio mamy bowiem do czynienia nie z koncertami galowymi, lecz propozycjami scenicznymi, które mając rację bytu jako propozycje sceniczne, nie wypełniają galowych oczekiwań. Mówię tu również o poprzedniej tzw. gali z piosenkami Stanisława Radwana (spektaklu bardzo zresztą dobrym) czy przedstawieniu pt. 'Człowiek z papieru. Antyopera na kredyt'. Istnieje coś takiego, jak format, przez lata budowany przez pokolenia artystów. Gala PPA to zwykle bywało coś wyjątkowego, mniej lub bardziej udanego, owszem, ale z ambicjami i zawartością, przynajmniej interesującymi wykonaniami. Tutaj mamy tanie chwyty, imitacyjne covery i polewkę. Gdyby działała komisja ekspercka weryfikująca zasadność wydawania dotacji, czyli pieniędzy podatników, powinna zażądać od organizatorów zwrotu owych – jak przypuszczam – co najmniej dwustu tysięcy, które poszły na tę nie-galę. I nie, nie chodzi mi oczywiście o dyskusję na temat wolności/niewolności artystycznej, lecz o JAKOŚĆ. 'Wiatry z mózgu' – gala 26. PPA – jakoś potrafiły o tę jakość zadbać, mimo swej komiczno-krytyczno-obrazoburczej treści. Po 20 latach tę wartość przeglądowego repertuaru wywiało w siną dal, żeby nie powiedzieć 'w diabły' albo 'w pizdu'.
GCH
-----
[0-6] 1 (wspaniale brzmiał zespół muzyków) 

Sunday, February 18, 2024

TROJANKI (Teatr AST)

 


Bardzo trudno mnie od pewnego czasu teatralnie zaspokoić. Nie wstaję do owacji, bo wszyscy wstają, nie przyłączam się do chóru zachwytów, gdy widzę, że spektakl dziełem nie jest. Miałem tak kilka razy ostatnio, ale nie, nie będę psuł wyśmienitego nastroju twórcom tamtych przedstawień, może i niezłych, lecz niewartych aż takich peanów. No ale jednak kiedy wydarza się coś naprawdę wyjątkowego, nie mogę milczeć. To żadna nowina, że studenckie dyplomy aktorskie bywają znakomite. Dość przypomnieć ‘Cesky diplom’, dzieło lalkarzy sprzed siedmiu już lat, mające zresztą cudowny repertuarowy ciąg dalszy w Teatrze Kochanowskiego w Opolu. Chciałbym podobnego losu ‘Trojanek’, też dyplomu Wydziału Lalkarskiego wrocławskiej AST. To dzieło nadzwyczajne. Reżyser Konrad Dworakowski podszedł do swojej pracy nie jak do czegoś, co przede wszystkim ma zapewnić zadania aktorskie studentom, lecz stworzył inscenizację przez wielkie I. Zapewne jeden z najlepszych spektakli w swej artystycznej biografii. Nieprzypadkowo wybrał taki tekst na tu i teraz, choć – trzeba przyznać – wybór to odważny po świetnej realizacji Jana Klaty w Teatrze Wybrzeże. Dworakowski gra w tej samej mistrzowskiej lidze i jestem pewien, że studencka ekipa będzie po latach wracać wspomnieniami do ‘Trojanek’ nie jedynie z sentymentu. Trafiło się nam wszystkim, którzy zechcą się przy Braniborskiej pojawić, dzieło przemyślane gruntownie, dopracowane detalicznie, inteligentne, klasyczne i nowoczesne zarazem, komentujące świat współczesny i ponadaktualny, słusznie aluzyjne, odpowiednio wyważone w składnikach i proporcjach, bosko audialne i muzyczne. Słowem: cudo. Chciałbym, żeby miało swoje dłuższe życie teatralne, także dlatego, że aktorska młodzież dojrzewa, za kilka, kilkanaście miesięcy zabrzmieliby jeszcze lepiej, wyraziściej i mocniej operując słowem. Wizualnie, ruchowo, wokalnie są już teraz wybitni. Gdyby dodali (niektórzy) charakteru interpretacjom tekstu, pisałbym: herosi. To – jak wiadomo – musi przychodzić z czasem, doświadczeniem, przeżyciami w realu. Wrocławskie ‘Trojanki’ trafiają w Chwilę. Gdy wojna za miedzą, polityka w rożnych krajach bliżej wojny niż debaty, gdy sprawą kobiet – to niewiarygodne – ciągle się gra. Ale też kiedy zarówno w życiu, jak i w teatrze, rozbudzona jest ogromnie nadzieja zemsty na przeróżnych oprawcach. Wybierzcie się na ten spektakl póki istnieje, koniecznie! To w tej chwili numer jeden na premierowym wrocławskim afiszu. 
......
......
[0-6] 5+
GCH
Tutaj zobaczycie bardzo dobre zdjęcia: TROJANKI

Monday, October 9, 2023

CZARODZIEJSKI FLET W BRESLAU (Opera Wrocławska)

fot. Opera Wrocławska
 
Bardzo lubię teatr Michała Znanieckiego. To reżyser który ma swoje patenty, a też nie boi się ryzyka. I całe szczęście, że się nie zmienia pod tym względem. Jego inscenizację 'Czarodziejskiego fletu' można i należy szlifować, zwłaszcza obsadowo. Bo gdyby wszyscy śpiewali jak Marcelina Roman i Łukasz Rosiak to byłoby przepięknie. No i nie zapominajmy o Marii Rozynek-Banaszak, która podobno tego wieczoru, kiedy widziałem spektakl, śpiewała niepełnym głosem. Daj Boże wszystkim Królowym nocy takie śpiewanie nawet bez problemu z krtanią. Znakomici są Chlopcy: Artur Plinta, Paweł Szlachta, Bartosz Wasiluk (trzej kontratenorzy!). Warto jeszcze (dotyczy to prawie wszystkich) pracować nad mówieniem tekstu, tu jest wiele do zrobienia. Rozczarowuje przeciętna choreografia, nieco śmieszą kreacje tancerek speluny u niejakiej Gabi Celt (ich niby perwersyjnie, lecz kompletnie niezachęcająco łyse głowy w połączeniu z pensjonarskimi kostiumami). Uwertura wizualnie wręcz nudzi. Dobrze zagrana muzyka Mozarta obroni się zawsze i nie jest inaczej również teraz (duże uznanie dla orkiestry pod wodzą Adama Banaszaka), choć w tej akurat inscenizacji mocniej wybrzmiały fragmenty kojarzące się już z Requiem. I świetnie. Pamiętajmy, że 'Czarodziejski flet' to ostatnia skomponowana przez Wolfganga Amadeusza opera. 
 
Mamy tu świat baśniowy i jak w każdej baśni niepozbawiony mroku, więc baśń o Mocku, Eberhardzie Mocku, tu pasuje. Może się to wydać pomysłem właśnie ryzykownym, i mieszane uczucia mi też towarzyszyły przez te trzy godziny. Czy dialogi brzmiące piórem Marka Krajewskiego nie zabrzmią w operze dziś na siłę. Musicie sami zdecydować. Może takie szaleństwo się opłaca, zwłaszcza w takim mieście jak Wrocław i przy naszym sentymencie do tego cyklu retro kryminałów. Tak to widzę. Właśnie dlatego, że świat radcy kryminalnego z Breslau jest dziś bardziej baśnią niż kryminałem na serio i sam Marek Krajewski trafnie to zresztą wyczuł, żegnając się ze swoim bohaterem w czasach Johnów Wicków. Teraz moralny (jednak) brutal z Breslau wydaje się barankiem. 
 
I uwaga, uwaga! Ogłaszam, z pełną odpowiedzialnością, mamy na scenie Opery Wrocławskiej najlepszego Eberharda Mocka jaki na scenie i w TV się pojawił. To Jacek Jaskuła, jeden z absolutnie moich ulubionych artystów naszej opery, ciągle przed prawdziwym wyeksponowaniem jego gwiazdorskich talentów (i nie, nie jest żadnym usprawiedliwieniem dla byłych dyrektorek i dyrektorów OW, że Jacek nie jest tenorem, baryton też ma co śpiewać w operowym repertuarze, tylko trzeba o ten repertuar zadbać i go właściwie obsadzić*). Tutaj Jaskuła jest po prostu doskonały. W tym miejscu stawiam kropkę, żeby nie zepsuć suspensu związanego z postacią-aktorem śpiewakiem. 
 
I nawet jeśli nie jest to spektakl na piątkę, to korci mnie dopisać: jeszcze?
GCH

[0-6] 4,5
.....
8.10.2023, balkon 1, rząd II, miejsce A
 
*Muszę o tym wspomnieć, bo mam ten duet ciągle w uszach i oczach: Papageno Jacka Jaskuły i Papagena Iryny Zhytynskiej w poprzedniej tutejszej realizacji 'Czarodziejskiego fletu' (z 2010 roku) to było coś wyśmienitego. I tak sobie nawet pomyślałem, że gdyby (pewnie w wersji scenicznej to trudne, ale w wideo...) Mock został alter ego Papagena, gdyby obsadzić Jacka w obu rolach..., cała historia zyskałaby jeszcze inny wymiar.

Wednesday, May 31, 2023

SEN SREBRNY SALOMEI (Teatr Modrzejewskiej w Legnicy)

Ten mocny, choć oszczędny w środkach, spektakl dziś opowiada o Ukrainie i Ukraińcach. Oby za chwilę kontekst wojny z Rosją nie był tak dotkliwy, bo wybrzmiewają tu oczywiście także relacje polsko-ukraińskie i klasowe zależności dawnej Rzeczpospolitej. Ale na dziś najważniejsza jest wojna. Okrutni Lachowie z kiedyś to teraz Rosjanie. Do takiego odbioru inspiruje nie tylko pieśniowy finał, lecz całość. Obsada, w której widzimy aktorów i aktorki starszych niż postacie, sposób grania (ze świadomością tego, co się stanie, doświadczeniem życia i ról), pomysł na inscenizację, w formie czytania-mówienia. Od początku wiemy, że jesteśmy w teatrze, nie mamy do czynienia z Salomeą, Sawą czy Semenką i Regimentarzem. To aktorzy rekonstruują, w raczej współczesnych strojach, dramatyczne wydarzenia. Co wcale dramatu tych wydarzeń nie osłabia. Rzeź jest rzezią także w tej formule, bo drużyna Modrzejewskiej po prostu nie traci mistrzowskiej dyspozycji, a Piotr Cieplak to jeden z ukochanych reżyserów tej ekipy. Cieplak z Robertem Urbańskim postawili wieszczowi Słowackiemu własne warunki, krojąc radykalnie tekst, destylując z niego szekspirowską sztukę, gdzie relacje prywatne, miłosne, polityczne są pretekstem dla opowieści o mechanizmach władzy, przemocy, konfliktu. Człowiek może wygrać albo przegrać, albo oszaleć, lecz świat będzie się kręcić na tych samych zasadach. W 2022 roku ktoś znów kogoś będzie chciał stłamsić, jakiś kraj niby panów uczynić niby chłopów poddanymi. A narodowość będzie mieć znaczenie. Teatralnie natomiast, legnicki 'Sen srebrny Salomei' to prawie dwugodzinny dowód na istnienie (i dobre się miewanie) teatru opartego na świetnym aktorstwie. No i potwierdzenie, że Juliusz Słowacki świetnym dramatopisarzem był.

[0-6] 5+ 
gch
...
Klasyka Żywa, Opole 2023

Tuesday, May 30, 2023

SZTUKA KOCHANIA (Teatr Kochanowskiego w Opolu)

 

Spotkanie po spektaklu, fot. gch

Sympatyczne, fajne przedstawienie, po którym wychodzi się z uśmiechem na ustach i może też czymś więcej, co odczują na własnej skórze nasi przyszli kochankowie i kochanki. Według Michaliny Wisłockiej, ale przede wszystkim na przekór. Bo facet nie jest wyłącznie myśliwym miłości, może rozmawiać, czuć, wyrażać swoje intymne pragnienia i emocje, poszukiwać, pytać. Przełomowym momentem w tym zabawnym spektaklu, czerpiącym z filmów, jest monolog Kacpra Sasina, który zwraca się do Dziewczyny. I jest to projekcja woli współczesnej kobiety, ale chyba w tej akurat sprawie łatwo się zgodzimy. No bo tak, grają w 'Sztuce kochania' mężczyźni (sześciu, o różnych - że tak powiem - parametrach), lecz teksty (i te wisłockowe, i nowe) napisała kobieta. Przyjemniej opuszkiem niż paznokciem (choć... bądźmy w porozumieniu na siebie otwarci...), kobieta też inicjuje (bywa często odważniejsza w tych rzeczach), jasne. Dla wielu mężczyzn (niestety raczej tych niechodzących do teatru) mogłoby doświadczenie opolskiej sztuki być przeżyciem zmieniającym życie, nie tylko seksualne. Teatralnie natomiast spektakl Miry Mańki to teatr skromny a wielki, mówiony, śpiewany, chodzony. I co najważniejsze: pozytywny. Na osobne uznanie zasługuje muzyka Weroniki Krówki. Wiemy to doskonale, że każde przedstawienie z jej wkładem lub udziałem to muzyczny przysmak, tu też. Obserwowałem publiczność: wielu robiło dokładnie to, co ja, zamykaliśmy oczy zahipnotyzowani brzmieniem erotycznych scen. Na takie marzenia dziewczyn z XXI wieku, mówimy zdecydowane TAK. 

[0-6] 4,5

gch
...
Opole 2023, Klasyka Żywa, spektakl towarzyszący

BALLADY I ROMANSE (Wrocławski Teatr Pantomimy)

 

YT WTP

Pamiętamy, że w 2022 roku wszyscy się rzucili na Mickiewiczowy tom z powodu dwusetnego jubileuszu, no i związanych z nim dotacji. Mieliśmy zatem festiwal cokolwiek archaicznej poezji i różnych pomysłów na nią w teatrze 2022. Wybitnych osiągnięć nie było, ale niektóre próby warte zauważenia. Między innymi ta z Wrocławia. Od razu powiem, że mnie to nie bierze. Fragmenty Mickiewicza trochę tak, ale przeróbki bardzo nieliczne. Artystom Pantominy należy się podziw, bo kilka dni przed premierą 'Symfonii alpejskiej' dotrzymali terminu i zobowiązań, by w Opolu zaprezentować trzyczęściowe przedstawienie, przygotowane przez reżyserską trójkę: Piotr Soroka ('Romantyczność'), Zdenka Pszczołowska ('Świteź'), Błażej Peszek ('Lilije'). No cóż, miło się przegrywa w dobrym towarzystwie. Bez przeczytania na świeżo wierszy wieszcza jedynie trzecia etiuda daje się zrozumieć, bo tam brzmi słowo (ale i pantomima obecna, a Izabela Cześniewicz wykonuje kawał świetnej teatralnej roboty; szkoda tylko, że nie używa mikroportu, bo ledwo ją słychać). W środkowej 'Świtezi' nie połapiesz się, Widzu, bez ściągi, choć z drugiej strony jest to całostka najbardziej intrygująca (czytaj: tajemnicza). Pierwsza część, czyli 'Romantyczność' z Karusią śniącą o ukochanym Janie, miała szanse na choreograficzny strzał w dziesiątkę, nieźle to wszystko zostało pomyślane i wytańczone, ale szwankuje estetyka. Nie wierzę w miłość i namiętność między nagim Janem a ubraną w jakiś quasi cielesny kostium Karusią (jakkolwiek uwielbiam Agnieszkę Dziewę). Że niby podkreślamy jej ziemskość, a jego niebieskość? Nie, we śnie (w miłości i w teatrze) muszą być równe prawa: albo zakładamy kostium i jemu, albo ona zrzuca swój. Taki zgrzyt z miejsca podcina skrzydła wrażeniu i interpretacji widza. Jednakże jest w tym spektaklu coś, co zwycięża wszystkie ziemskie i nieziemskie sprawy: muzyka. To, co (na żywo) robią Magda Pasierska z Szymonem Tomczykiem (ustylizowanym na Adama M.) to arcydzieło. 'Ballady i romanse' są ich nadzwyczajną przepustką do teatru. Mam nadzieję, że w przyszłości będą trafiać na lepsze realizacje, takie, które wejdą z ich sztuką w dialog. We wrocławskiej Pantomimie pokonali wszystko i wszystkich. Dla muzyki trzeba ten spektakl zobaczyć, tzn. usłyszeć. 

[0-6] 3,5 [duet muzyków 6]

gch
...
Opole 2023, Klasyka Żywa