Saturday, October 8, 2016

NAUKA CHODZENIA (Wrocławski Teatr Współczesny)


Znakomicie znajdują się w swoich rolach aktorki i aktorzy, zwłaszcza Krzesisława Dubielówna i Jerzy Senator kreują popisowe, ale trzygodzinną całość ogląda się ciężko. Zwłaszcza gdy się nie zna twórczości Tadeusza Różewicza.

Niełatwo pogodzić dramatycznego Różewicza z poetyckim, karkołomnym zadaniem jest kombinacja tekstów lżejszych, prześmiewczych z opowieściami o śmierci i holokauście. Może dlatego widownia się przerzedza w przerwie, może z powodu niewejścia w afabularną konwencję, a może tylko dlatego, że to po prostu się dłuży i koniec końców prowadzi do niczego (do Nietzschego zresztą też).

K. Dubielówka i J. Senator, fot. Katarzyna Pałetko (Wrocławski Teatr Współczesny)

Najmocniejszym punktem spektaklu jest monodram-dialogodram na podstawie fragmentu książki 'Matka odchodzi', czego się można spodziewać, bo sam tekst robi wielkie wrażenie, emocjonalnie czytelnika pustosząc i wzbogacając jednocześnie. Miśkiewicz, Dubielówna i Senator powinni z tego zrobić osobne przedstawienie, z którym objechaliby pół świata. Niestety, tutaj, w tak ułożonym kolażu, po różewiczowskich absurdach, śmichach-chichach, gdy pani Krzesisława zaczyna w dziewięćdziesiątej minucie, widzowie mogą mieć dość, na dogrywkę nie mając ochoty. Może antrakt przed tą częścią by pomógł?

Anna Pasić, Maria Kania, fot. Katarzyna Pałetko (Wrocławski Teatr Współczesny)

Warto zwrócić uwagę na ciekawą muzyczność spektaklu (Adam Skrzypek i instrumentaliści, Anna Błaut oraz bardzo interesujący nowy transfer z Łodzi Marcin Łuczak). Są w 'Nauce chodzenia' sceny i atrakcyjne, i urocze, doskonale chwytające przede wszystkim zdystansowanego Różewicza-ironistę (bryluje wręcz błyskotliwy w tych klimatach Jerzy Senator), lecz całość mi się w takiej formie nie klei. Nie bardzo wiem, co robią skądinąd dobrze sobie radzące na scenie młodziutkie gimnastyczki, nie potrafię bez zmęczenia przyjąć rozgadania spektaklu rozgrywającego się w tych samych (znakomitych - Barbary Hanickiej) dekoracjach. A dziwnym trafem sięgam po program do przedstawienia (również zawierający teksty autora 'Kartoteki') i czytam od deski do deski z fascynacją.

I jeszcze jedna myśl mi się kołatała po głowie w trakcie oglądania. Że gdyby swojego czasu nie zaprzestano grania 'Białego małżeństwa' Meissner, 'Kartoteki' Zadary, 'Pułapki' Gietzky'ego (wiem, różne tego przyczyny), mielibyśmy na afiszu Współczesnego dziś znacznie pełniejszy i wysokiej jakości obraz twórczości najwybitniejszego wrocławskiego pisarza, któremu Paweł Miśkiewicz składa swoim ambitnie pomyślanym spektaklem hołd, ale za mało radykalny i - jak dla mnie - nie dość wyinscenizowany.

Ocena (0-6): ~ 4.

GRZEGORZ CHOJNOWSKI, Radio Wrocław Kultura
................................................
Tadeusz Różewicz NAUKA CHODZENIA, reż. P. Miśkiewicz, premiera na Dużej Scenie Wrocławskiego Teatru Współczesnego, rząd III, miejsce 1

Monday, October 3, 2016

Radio Wrocław Kultura DAB+Teatr


Radio Wrocław Kultura DAB+Teatr, wtorek 16:00-20:00

Mnóstwo gości i wydarzeń przed nami. Zaczniemy tuż po 16:00 rozmową z Pawłem Miśkiewiczem, reżyserem w mieście znanym i wyczekiwanym. Po zrealizowanej dwa lata temu PODRÓŻY ZIMOWEJ (w Teatrze Polskim) tym razem we Wrocławskim Teatrze Współczesnym pojawi się jego spojrzenie na twórczość Tadeusza Różewicza, czyli spektakl pt. NAUKA CHODZENIA - oparty na różnych Różewiczowskich dziełach. Premiera w piątek.

W sobotę w Teatrze Muzycznym Capitol natomiast musical po wrocławsku: LIŻĘ TWOJE SERCE w reżyserii Agnieszki Glińskiej, z tekstem Tomasza Mana. Opowieść o poszukiwaniu miłości i przyjaźni w tuż powojennym Wrocławiu zabrzmi muzyką Mariusza Obijalskiego i Marcina Januszkiewicza (także autora tekstów). W głównych rolach Helena Sujecka (Cyganka) i Ewa Szlempo (Dziewczyna) plus gwiazdy Capitolu i zespół w zbiorowych kreacjach (m.in. Szabrowników i Uchodźców). Zapowiada się historyczny musical z bardzo współczesnymi kontekstami. W studiu będziemy gościć Agnieszkę Glińską i Marcina Januszkiewicza (ok. 16:40).

Po 17:15 ESK 2016 i trochę komentarzy po niedzielnym Wrocławskim Kongresie Kultury oraz premierach: GWIAZDY we Współczesnym, POMNIKA we Wrocławskim Teatrze Lalek.

O 18:00 serial Teatr Polski na antenie Radia Wrocław Kultura. Dwa odcinki. W pierwszym porozmawiamy z Moniką Bolly (aktorką) i Leszkiem Nowakiem (szefem teatralnej Solidarności), którzy popierają nowego dyrektora Cezarego Morawskiego. W drugiej części - po 18:30 - pojawią się widzowie protestujący przeciwko, ich zdaniem, degradującym decyzjom urzędników, którzy Morawskiego uczynili szefem teatru należącego także do nich, publiczności wychowanej na spektaklach z ostatniej dekady.

A o 19:00 przybędzie z wizytą do radia Wrocław Kultura Jacek Głomb, dyrektor Teatru im. Modrzejewskiej w Legnicy. Po powrocie z Macedonii, gdzie drużyna Modrzejewskiej współtworzyła spektakl PRZERWANA ODYSEJA, poruszający temat uchodźstwa, wykorzystujący motyw z naszej historii, gdy w drugiej połowie lat 1940. Polska przyjęła ponad trzy tysiące macedońskich dzieci, chroniąc je przed grecką wojną domową. Zapytamy również o plany repertuarowe na sezon 2016/17.

A po 20:00:

Wieczór z Kulturą w Radiu Wrocław i Radiu Wrocław Kultura, wtorek, godz. 20:05

W najbliższym wydaniu audycji poświęconej najistotniejszym wydarzeniom dolnośląskiego życia kulturalnego pierwsze nasze radiowe spotkanie z nowym dyrektorem Opery Wrocławskiej Marcinem Nałęcz-Niesiołowskim. Poznamy plan na cały sezon 2016/2017 (są znaczące akcenty i zmiany w stosunku do okresu ponad dwudziestoletniej kadencji poprzedniczki Ewy Michnik). Na premierowy start Verdiowski TRUBADUR (w grudniu). Za to już w tym tygodniu we Wrocławiu święto miłośników dobrych opowieści literackich, czyli Międzynarodowy Festiwal Opowiadania. W tym roku impreza organizowana przez Towarzystwo Aktywnej Komunikacji (jesteśmy na TAK) odbędzie się w Muzeum Pana Tadeusza. Spotkania, przegląd filmowy, koncert, wydawnictwa - o tym opowiedzą w rozmowie z Wieczorem z Kulturą Agnieszka Wolny-Hamkało i Dobromiła Jankowska.

Do usłyszenia w Radiu Wrocław i zobaczenia w Radiu Wrocław Kultura (www.radiowroclawkultura.pl).

Wednesday, September 21, 2016

OJEJ PREMIERY (Teatr Polski we Wrocławiu)

Dyrektor Cezary Morawski ujawnił wreszcie tytuły premier w nowym sezonie wrocławskiego Teatru Polskiego:

Molier CHORY Z UROJENIA, reż. ?
Gogol REWIZOR, reż. ?

Sezon zaplanowany przez poprzedniego dyrektora Krzysztofa Mieszkowskiego miał wyglądać tak:

Kafka PROCES, reż. Krystian Lupa
Caparros GŁÓD, reż. Ewelina Marciniak
Conrad JĄDRO CIEMNOŚCI, reż. Krzysztof Garbaczewski
Wyspiański WYZWOLENIE, reż. Michał Borczuch
Demirski NOWA SZTUKA, reż. Monika Strzępka

A potem: Shakespeare ZIMOWA OPOWIEŚĆ, reż. Monika Pęcikiewicz...

Jak to się mówi: fakty (tytuły) mówią same za siebie. No chyba że CHOREGO zrobi Ostermeier, a REWIZORA van Hove.

GRZEGORZ CHOJNOWSKI, Radio Wrocław Kultura

Monday, September 12, 2016

Morawski po Mieszkowskim - Aktualizacja (Teatr Polski we Wrocławiu)

Przyglądam się i uczestniczę w życiu teatralnym Wrocławia od ponad 10 lat. Teatr Polski jest jednym z jego najważniejszych filarów, dziś w momencie kryzysu, który niektórzy chcieliby nazwać przełomem, inni twierdzą, że w sumie nic się nie stało. Jeden dyrektor zastąpił drugiego i tyle. Protest środowiska, aktorów, reżyserów? E tam, przyjdą nowi. Są nawet takie głosy: 'kto to słyszał, by pracownicy mieli cokolwiek do powiedzenia na temat zmiany dyrektora zakładu pracy'. Ja akurat myślę inaczej. Uważam, że głos pracowników (wszystkich) powinien mieć znaczenie dla podejmujących decyzje o losie owego zakładu pracy. Chyba nie było tak w przypadku konkursu na nowego dyrektora Teatru Polskiego we Wrocławiu.

Cezary Morawski - nowy dyrektor - apeluje w Radiu Wrocław Kultura do twórców związanych dotąd z TP, by podtrzymali tę współpracę. By Krystian Lupa czy Ewelina Marciniak wyreżyserowali tu swoje zamówione przez poprzedniego szefa spektakle. Może to brzmieć ugodowo, jak gest wyciągniętej dłoni zatroskanej o los teatru, ale mi pobrzmiewa raczej wynikającym z tymczasowej sytuacji zagraniem na opinie odbiorców mało zorientowanych zarówno we współczesności, jak i historii teatru. Teatr o takiej pozycji i potencjale, czyli wrocławski Polski, zasługuje na poważne traktowanie, a wiec na wizję, skoro nastąpiła zmiana na stanowisku kluczowym dla teatru. Skoro mielibyśmy mieć Lupę i Marciniak tylko pod inną dyrekcją, to o co w tym wszystkim chodzi?

O dyscyplinę finansową i poszerzenie repertuaru - odpowie mi pewnie ktoś. O obie te kwestie się upominałem podczas dyrekcji Krzysztofa Mieszkowskiego. W radiowych wywiadach pytałem o nie, starając się wskazać drogę, która mogłaby wieść do tych celów. Silny zastępca ds. ekonomicznych? Właśnie to kiedyś sugerowałem i wiązałem z tym rozwiązaniem duże nadzieje. Nie powiodło się, mimo prób. W dodatku, urzędnicy mało się finansami TP ostatnio przejmowali. A poszerzenie repertuaru? Przecież ono nastąpiło. DZIADY Mickiewicza-Zadary to czysta klasyka. Zresztą wcześniejszych przedstawień Jana Klaty (SPRAWA DANTONA, ZIEMIA OBIECANA, TYTUS ANDRONIKUS) nie przyporządkowałbym do miana teatru poszukującego, eksperymentalnego. Krytykowałem przedstawienia Polskiego niejednokrotnie, nierzadko mocno (np. ZACHODNIE WYBRZEŻE), nie rozumiałem przedwczesnego gaśnięcia tak rokujących spektakli jak choćby BEREK JOSELEWICZ, tak spełnionych jak CZĄSTKI ELEMENTARNE. Lecz punkt dojścia dyrekcji Mieszkowskiego był imponujący i nie był przypadkiem, tylko wartościową ewolucją artystyczną. WYCINKA zainaugurowała festiwal w Avignon. Lepiej się nie da.

Jest w wielu widzach jakaś zrozumiała tęsknota do teatru jak najszerszego, do tego, by zobaczyć w Polskim klasycznie (dziś trudno powiedzieć co to znaczy) wystawiony tekst, taki teatr BBC albo ze złotej setki Teatru TV, co sezon. Ale gdy poprzednik Krzysztofa Mieszkowskiego sprowadził do Wrocławia ARKADIĘ Stopparda w reż. Krzysztofa Babickiego, wcześniej zrealizowaną - z inną obsadą - w Gdańsku i prezentowaną w TV, bardzo nam to zgrzytało. Jak to, tu, gdzie Jarocki, Grzegorzewski, Lupa wystawiali premiery, nagle zaczynamy grać tzw. sieciówki i pewniaki? Ów poprzednik - Bogdan Tosza - musiał odejść, bo nie miał wizji na ten teatr. Tak się złożyło, że wizja wykuła się za dyrekcji Mieszkowskiego, drogą wyboistą, nie od razu. Objawiła się, po to, by w chwili jej rozkwitu, zostać ustrzeloną. I dlatego aktualny – znakomity, nagradzany jako najlepszy w Polsce – zespół aktorski ma poczucie niesprawiedliwości.

Tak, wiem. Są widzowie, którzy tego dzisiejszego języka teatralnego nie rozumieją, chcieliby dla siebie teatru prostszego, atrakcyjniejszego. Mają go. Czasem w Capitolu, czasem we Współczesnym, Komedii, w Operze, w transmisjach z londyńskiego National Theatre w kinie Nowe Horyzonty. A i w Polskim MAŁE ZBRODNIE MAŁŻEŃSKIE w reż. Toszy nie zeszły z afisza, ciągle są grane przy kompletach. Podobnie MAYDAY i OKNO NA PARLAMENT. Chciałoby się czegoś nowego dla tzw. wszystkich? Chciałoby się i to pewnie błąd strategiczno-dyplomatyczny Mieszkowskiego, że nie wyprodukował raz na 2 lata czegoś w tym stylu. Ale może po prostu nie ma na tyle pieniędzy? Może trzeba było tę podstawową programową decyzję o rozwoju w kierunku ambitniejszym podjąć, by marka Polskiego na nowo zaistniała w świadomości polskiego, europejskiego i światowego widza?

Mieszkamy we Wrocławiu, stolicy kultury, przestrzeni, która zawsze sprzyjała nurtom przekraczającym tzw. mainstream, środek, sztukę mieszczańską, bezpieczną. To ten filar powinniśmy pielęgnować przede wszystkim, zwłaszcza że tutejsza publiczność potrafi taką sztukę docenić.

Czy da się w XXI wieku i obecnej sytuacji Polskiego robić teatr o trzech twarzach? Tu komedia, tam lektura lub rocznica, a tam coś trudniejszego? Nie wiem. Finansowo wątpię. Artystycznie? Nie jestem przekonany, ale może jednak? Wiem, że w ostatnich sezonach Teatr Polski we Wrocławiu grał w Lidze Mistrzów, a teraz – po wymianie trenera, odejściu ważnych zawodników, prawdopodobnych kolejnych transferach – mamy znak zapytania i niepewność. Cezary Morawski złudzenia, że dogada się z Lupą czy Marciniak, musi odłożyć w niebyt, ujawniając w końcu, z kim i jaki konkretnie teatr chce budować. Do Radia Wrocław Kultura na wywiad przyszedł w towarzystwie Sławomira Olejniczaka. To m.in. reżyser słuchowisk radiowych. Czy to on będzie jednym z najbliższych współpracowników nowego dyrektora? Kto jeszcze?

GRZEGORZ CHOJNOWSKI, Radio Wrocław Kultura

Sunday, September 4, 2016

Marek Krajewski MOCK


Komuś, kto namówił Marka Krajewskiego do powrotu do postaci Eberharda Mocka, chętnie postawię cztery kwarty najprzedniejszego wrocławskiego piwa, choć mam wątpliwości, czy będzie tak smaczne jak to od Kipkego, Haasego czy Scholtza. Najnowsza powieść byłego klasycznego filologa, dziś klasyka polskiego kryminału retro jest znakomita, dorównuje chyba najlepszej dotąd z Krajewskich książek 'Śmierci w Breslau'.

Tytułowy Mock ma trzydziestkę i pracuje w obyczajówce jako wachmistrz, marzy o wydziale kryminalnym, ale widoki na policyjne przenosiny są żadne. Los przychodzi mu jednak z pomocą, mimo że z początku wygląda to na coś wręcz przeciwnego. W szykowanej do wielkiego otwarcia monumentalnej Hali Stulecia dochodzi do rytualnego morderstwa. Ponieważ sprawę trzeba rozwiązać szybko, przed przyjazdem cesarza do Breslau, zaangażowani zostają w nią wszyscy, a Mock - jak to Mock - wplątuje się w akcję wyjątkowo. Więcej nie zdradzę, dopowiadając tylko, iż mord zaledwie rozkręca fabułę, w której - jak smugi jasnego przedpierwszowojennego słońca w oknach i lufcikach budowli Maxa Berga - pobłyskują spiski masonów i pangermanów, a zamach na Wilhelma II zestawiono z zamachem na Stalina wybierającego się do Wrocławia na kongres intelektualistów.

Spokojnie. Mamy wprawdzie firmowy u Krajewskiego powrót do przyszłości, ale główna część akcji dzieje się w 1913 roku w ukochanych przez czytelników prozy pana Marka przestrzeniach niegdysiejszego Wrocławia. Znów Szewska jest Shuhbrücke, Ogród Staromiejski to Zwinger, a Karkonoska - czyli ulica, przy której stoi gmach Radia Wrocław - nazywa się Julius-Schotländer-Strasse. Eberhard je, pije i daje upust swojej męskości, wędrując po mrocznych i eleganckich punktach na mapie wiosennego miasta. O działalność przestępczą podejrzewa samego Hansa Poeltziga, architekta Pawilonu Czterech Kopuł. Pojawia się również w życiu Mocka kobieta fascynująca, baronowa-ginekolog, w wieku balzakowskim, wyzwolona, mądra, piękna i wpływowa. Wszetecznica, lecz z wysokiej półki. A w jednej z trzecioplanowych ról występuje niejaki Otto Krajewsky, jak wyznaje autor w posłowiu: postać autentyczna.

Szesnasta powieść Marka Krajewskiego musi spodobać się miłośnikom gatunku, bo - warto to ogłosić gromko i z uznaniem - na mistrzowskim poziomie jest każdy element tego literackiego rzemiosła: intryga, doskonale odmalowane miejsca, wyraziście sportretowani bohaterowie. Działa w 'Mocku' wszystko. Od fabuły po styl. A capite ad calcem*.

GRZEGORZ CHOJNOWSKI, Radio Wrocław Kultura
.......................................
Marek Krajewski MOCK, Znak, 2016

*Od stóp do głów, w całości.

Monday, August 22, 2016

Morawski za Mieszkowskiego (Teatr Polski we Wrocławiu)

To było do przewidzenia, że nie Krzysztof Mieszkowski poprowadzi Teatr Polski we Wrocławiu w nowym sezonie. Że MKiDN nie zgodzi się na żaden status dotychczasowego dyrektora w TP, było jasne dla wszystkich na chłodno obserwujących tzw. konkurs na szefa tego teatru. Wchodząc do polityki Krzysztof Mieszkowski też musiał zdawać sobie z ewentualnych konsekwencji sprawę. Nie jest to dla mnie zatem żadne zaskoczenie. Ale... po cichu liczyłem na jakiś cud. Bo:
1/ powinno mieć znaczenie zdanie zespołu, który w większości za Mieszkowskim stanął,
2/ powinna mieć znaczenie silna pozycja wrocławskiego Teatru Polskiego w Europie, wypracowana przez ostatnią dekadę.
Nic z tego. Swoim werdyktem urzędnicy powiedzieli: my wiemy lepiej.

Po raz kolejny powtórzę: nie pojmuję, dlaczego w Polsce to urzędnicy decydują o artystycznej przyszłości instytucji kultury, dlaczego komisja konkursowa nie składa się wyłącznie z uznanych ekspertów. Po co np. wśród jej członków rzecznik urzędu, a nie kurator ESK ds. teatru?

Jakim dyrektorem będzie Cezary Morawski - nie wiem. O jego programie nie wiadomo nic, dorobek teatralno-dyrektorski ma niewielki. Ale Mieszkowski też go nie miał w chwili obejmowania funkcji. Dziś zatem wypada kibicować nowemu, lecz...

Budzi wątpliwości sam konkurs, no niestety, transparentny inaczej. Budzi niepokój reakcja Krystiana Lupy, który najpewniej nie dokończy pracy nad PROCESEM wg Kafki. Odchodzą aktorzy z Bartoszem Porczykiem na czele. I jeszcze jedno: Morawski postawił pewien warunek. Że obejmie stanowisko tylko wtedy, gdy dług teatru zostanie anulowany. To ponad milion złotych. Z czyich pieniędzy urząd marszałkowski ten dług zapłaci?

Jakie chmury pojawią się nad Teatrem Polskim we Wrocławiu jesienią? Odpowiedź poznamy wraz z pierwszą premierą pod wodzą nowego szefa. Sukces da nadzieję, porażka pójdzie na konto urzędników popierających w głosowaniu Cezarego Morawskiego i osobiście na konto aktualnego wicemarszałka odpowiedzialnego za kulturę w regionie, którego najważniejsze miasto jest właśnie Europejską Stolicą Kultury.
GRZEGORZ CHOJNOWSKI, Radio Wrocław Kultura

Saturday, July 23, 2016

NIEZNAJOMA DZIEWCZYNA, CREATIVE CONTROL, MARAZM, ZJEDNOCZONE STANY MIŁOŚCI (16 NH)

2 dni temu niepochlebnie pisałem o 'Juliecie' Pedra Almodovara, czyli reżysera, który mnie kiedyś otwierał estetycznie i tematycznie, nie opuszczałem żadnej premiery, a dziś... A dziś - nie wiem, dlaczego akurat podczas oglądania filmu braci Dardenne - pomyślałem, że może jednak zbyt surowo oceniam mistrza. Nie wiodło mu się ostatnio, krytykowali go nawet miłośnicy, więc może trochę z bezradności i pragnienia przełamania tej passy sięgnął po prozę Alice Munro, nie zrobił filmu całkowicie autorskiego. I trzeba na tę - moim zdaniem nieudaną - próbę popatrzeć łagodniej...



'Nieznajoma dziewczyna' Jean-Pierre'a i Luca Dardenne'ów to dzieło na szóstkę (w skali do sześciu). Mówi właściwie o tym samym, co 'Julieta'. O sumieniu, poczuciu winy, uczuciach i sekretach, które rosną. I też mamy grecką tragedię jako punkt odniesienia. Z tą różnicą, że Dardenne'owie są sobą, nie usiłują, opowiadają prostą i niesamowicie nasyconą treścią historię młodej lekarki, poświęcającej się swojemu zawodowi i pacjentom. Jenny popełnia jeden błąd, który spróbuje naprawić. Dzięki takim ludziom jak ona (znakomita Adele Haenel) świat może być lepszy, dzięki takim filmom jak 'Nieznajoma dziewczyna' chce się inaczej na siebie i innych spojrzeć. Zobaczcie tę Antygonę z Liege koniecznie, na festiwalu lub później.


Z dotąd zobaczonych na Nowych Horyzontach filmów na piątkę z plusem oceniam amerykański 'Creative Control'. Nie ma cienia przesady we frazie: tak kręciłby dziś młod(sz)y Woody Allen. Nawet decyzja o zrealizowaniu opowieści dziejącej się w niedalekiej przyszłości w czarno-białych kolorach zbliża dzieło Benjamina Dickinsona do Allenowego 'Manhattanu'. Główny bohater (grany przez samego scenarzystę i reżysera) to copywriter w agencji reklamowej, zakochany w nie tej, co trzeba, w dodatku dziewczynie najlepszego przyjaciela. I w związku z nie tą, co trzeba. Uwikłany w naczelne uzależnienia współczesnych pokoleń: środki napędzające, technologię, pracę. A przy tym szukający miłości. Podobnie jak w przypadku Jenny, jego działania ujawnią fałszywe nuty życia kręgu osób. Tylko czy ktoś z tej lekcji coś zapamięta? Dickinson to artysta, na którego nie można nie zwrócić uwagi, już stworzył film absolutnie spełniony. Nowoczesny i ponadczasowy.


Oglądałem jeszcze izraelski 'Marazm', typowo nowohoryzontowe niespieszne kino o przełomowym momencie w czyimś życiu. Mira, niepracująca żona swego męża, tego męża traci i zaczyna zauważać, że istnieje coś więcej niż tytułowa inercja, jaka zapanowała w jej domu. Sporo tu niedomówień, czających się w zaułkach problemów, lecz jest to też droga w jedną - jaśniejszą, bo aktywną, przygodową - stronę. Chyba. Niezły film, ale nie niezbędny (na minus cztery).

I wreszcie 'Zjednoczone stany miłości' Tomasza Wasilewskiego. Premierowy polski pokaz właśnie we Wrocławiu, zjawiły się wszystkie gwiazdy, wszyscy aktorzy wymienieni w filmowej czołówce (bardzo dobrze to świadczy o pozycji Nowych Horyzontów). Panowie (Chyra, Simlat, Tyndyk) oraz panie: Magdalena Cielecka, Julia Kijowska, Dorota Kolak, Marta Nieradkiewicz. Ten film znów należy do kobiet i o kobietach mówi. A może chodzi o jedną kobietę? O Polskę? Bez zinterpretowania 'Zjednoczonych stanów miłości' jako alegorii Polski tuż po przełomie 1989 roku też da się film Wasilewskiego oglądać z zaciekawieniem (naprawdę dobry scenariusz - nagrodzony na festiwalu w Berlinie, peany na cześć aktorek i aktorów oczywiste), lecz poza feministyczny nurt lub tradycję moralnego niepokoju nie wychodzi (tyle że tamto kino opowiadało o swoim tu i teraz). Bez myślenia symbolicznego film kuleje z prostego powodu: wszyscy znamy kobiety (i mężczyzn), które także w tamtym okresie miłość znalazły. Za to alegoria od czasu do czasu w polskim widzeniu nie tak dalekiej historii może się przydać. Tylko nie mam pojęcia komu pozwoliliśmy się wykorzystać. Rynkowi? Nie przekonuje mnie konkluzja 'Zjednoczonych stanów miłości', ale 100 minut mija niepostrzeżenie. W skali 0-6: mocna czwórka.
GRZEGORZ CHOJNOWSKI
.......................................
NIEZNAJOMA DZIEWCZYNA, reż. J. i L. Dardenne, CREATIVE CONTROL, reż. B. Dickinson, MARAZM, reż. I. Haguel, ZJEDNOCZONE STANY MIŁOŚCI, reż. T. Wasilewski; 16 Międzynarodowy Festiwal Filmowy T-Mobile Nowe Horyzonty, 22-23 lipca 2016, miejsca zawsze kiedy się da z brzegu (tzw. aisle)